2018-08-01

The last goodbye

Też tak macie, że kiedy próbujecie napisać coś od serca i staracie się wytłumaczyć co Wam w duszy gra lub grało, a było nie do końca pozytywne, wszystko staje się takie... depresyjne? Nienawidzę myśli, że moja bezsensowna paplanina (bo po prawdzie sama nie wiem co moja skomplikowana głowa myśli na temat ostatnich dwóch lat po skończeniu liceum) mogłaby wydać się dla Was chęcią mego użalania się nad sobą i swoimi zmartwieniami, które w porównaniu do niektórych problemów, nawet nie są tak poważne. Nie chcę czuć współczucia. Wolałabym obrócić to w jakąś podtrzymującą na duchu radę lub inspirację dla innych, wiem jednak, że póki co nie jestem w stanie tego zrobić. Tak jak nie ulega wątpliwościom fakt, że przez jakiś czas dziewczyna, która teoretycznie ma wszystko, zagubiła się sama w sobie i nie potrafiła tego ogarnąć, tak wciąż mam wrażenie, że dramatyzuję i przesadzam. Bo takim typem człowieka jestem - wolę być wsparciem, służyć dobrym słowem i nie okazywać słabości.
Przez ostatnie pół roku moje życie obróciło się o 180 stopni. Zaczęłam myśleć o sobie i o tym, że nie mogę dalej stać w miejscu. Otworzyłam się na świat i na nowo zaczęłam odkrywać siebie, bo nie chciałabym kiedyś usiąść i pomyśleć, że przez głupie myśli zmarnowałam czas i energię, których nie będę już w stanie nigdy odzyskać. I wiecie co? Kiedy w czerwcu postanowiłam wrócić do blogowania, możliwe że dałam się ponieść chwili. Tak, tak wiem - znowu to samo. Tym razem jednak naprawdę doszłam do wniosku, że to już nie jest to. Nie jest mi z tym źle, wręcz przeciwnie. Cieszę się, że mogę z czystym sercem i bez żadnego żalu przyznać, że znalazłam jakieś wyjście z dręczącej mnie od dłuższego czasu sytuacji (nawet jeśli może się ono wydać przypadkowym pójściem na łatwiznę). Od mojego powrotu staram się oglądać i staram się recenzować, ale kompletnie mi to nie idzie. Straciłam ten zapał, który kiedyś mi towarzyszył, ale to nic. Fakt, że w ogóle się tym nie przejmuje tylko to potwierdza - musiałam wrócić by zdać sobie z tego sprawę. Cały ten czas poświęcany na anime i My Opinion, kiedyś z wielką przyjemnością, dzisiaj nie wydaje mi się już tak ważny i warty tego wszystkiego. Są w życiu rzeczy ważniejsze i to nimi chciałabym się zająć. Blogowanie pozostawiam jako wspomnienie, ew. furtkę do pójścia dalej z moją pasją pisania, oglądanie anime jako guilty pleasure na nudny wieczór, z którego nie będę musiała się nikomu tłumaczyć. Wybaczcie mi ciągnięcie tematu, ale to już moje ostatnie pożegnanie. Nie przekazuję bloga nikomu, zostawiam go takim jakim jest. Może kiedyś (i wiem, że już to wielokrotnie pisałam) pojawi się inna stronka mojego autorstwa, w którym będę pisać o wszystkim i o niczym. To społeczeństwo propagujące dzielenie się wszystkim w internecie zbyt bardzo na mnie oddziałuje, haha! Tak czy inaczej... Żegnam wszystkich i życzę powodzenia we wszystkim, czym się obecnie zajmujecie! Cześć!