2015-06-21

034. "Ansatsu Kyoushitsu (TV)", czyli zimowego podsumowania cz.VII

"Ansatsu Kyoushitsu (TV)"
Data premiery: 09.01.2015
Czas trwania: 22 x ok. 24 min
Gatunek: Akcja, Komedia, Szkolne, Fantasy
Studio: Lerche

~Opis fabuły~
Gimnazjum Kunugigaoka jest prestiżową szkołą, uważaną za jedną z najlepszych placówek w Tokio. Funkcjonuje ona za pomocą pewnego systemu, zgodnie z którym najgorsi uczniowie w rankingu przenoszeni są do Klasy E, tak zwanej "Klasy Końca" i w starym, odosobnionym budynku kontynuują swoją naukę, będąc jednocześnie pośmiewiskiem dla całej reszty, wyżej usytuowanych dzieciaków. Jednak, kiedy pewnego dnia tajemniczy wybuch na księżycu spowodował stałą zmianę jego kształtu, w owej klasie pojawił się dziwny, przypominający żółtą ośmiornicę potwór, który bez ogródek przyznał się do owego występku. Tym samym zapowiedział, że w ciągu roku zamierza w ten sam sposób zniszczyć całą Ziemię, ale! Do tego czasu obejmie posadę ich nowego nauczyciela, a oni, za prośbą ministerstwa obrony, w tajemnicy będą próbowali go zamordować...



~Recenzja~
Jak pewnie Wam już wcześniej wspominałam, w kwestii oglądania na bieżąco sezon zimowy został przeze mnie dość poważnie pominięty, gdyż duża ilość jesiennych "pozostałości" zmusiła mnie do ograniczenia się do jedynie trzech tytułów, będących jednocześnie tylko kontynuacjami, czyli "Tokyo Ghoul√A", "Aldnoah.Zero 2nd Season" i, o czym przy najbliższej ku temu okazji będziecie mogli przeczytać, "Kuroko no Basuke 3". Tak się jednak złożyło, że zmęczona oglądaniem zostawionych na później krótkich, dawno zakończonych serii, postanowiłam na ostatnią chwilę do tej niewielkiej listy "wybrańców" dopisać "Ansatsu Kyoushitsu", które przykuło moją uwagę już podczas sprawdzania, co tegoroczna zima nam zaprezentowała. No a czy faktycznie było warto,  dowiecie się czytając dzisiejszą recenzję ;) Ja, jako mistrz zachęcania do dalszego czytania, zapraszam Was na przedostatni post z zimowego podsumowania ^ ^ !


Życie ucznia ma to do siebie, że niestety przychodzi nam czasami użerać się z nauczycielami, którzy uwielbiają uprzykrzać nam każdy dzień. Podejrzewam też, że niewielu potrafi zwyczajnie zacisnąć zęby i nawet nie pomyśleć o tym, jak miło byłoby się tak kiedyś odpłacić... W związku z tym, tematyka "Ansatsu Kyoushitsu" wydaje się wręcz idealną propozycją na odpoczynek po trudnym dniu w szkole - z jednym mankamentem. Koro-sensei, bo tak ochrzcili go jego podopieczni, bardziej przypomina profesora idealnego, aniżeli znienawidzonego przez wszystkich skurwiela.... Ale po kolei ;) Zacznijmy może od krótkiego przedstawienia ogólnej sytuacji, w której znaleźli się uczniowi 3E. Jak już mieliście okazję przeczytać w opisie fabuły, są oni wyrzutkami gimnazjum Kunugigaoka, która w celu zmotywowania innych do ciężkiej pracy, zmusiła ich do nauki w starym, zniszczonym budynku z dala od głównego kampusu. Aż w końcu pewnego dnia kres monotonii i beznadziejności nadaje ośmiornico-podobny potwór, odpowiedzialny za zniszczenie 70% powierzchni księżyca. Od tego też dnia obejmuje on posadę ich nauczyciela i tym samym przez rok daje im możliwość na powstrzymanie go przed ostatecznym zniszczeniem ziemi. Stawka jest wysoka, tak samo jak nagroda, gdyż rząd za zabicie wroga ludzkości numer jeden, oferuje 10 miliardów yenów. Zadanie wydaje się proste, jednak Koro-sensei, pomimo posiadania kilku słabości, o których przychodzi nam jak i naszym bohaterom dowiedzieć się wraz z tokiem fabuły, jest nieporównywalnie szybki, a i z mocą zdolną unicestwić świat trzeba się niestety liczyć... Brzmi strasznie? Fakt, niebezpiecznie byłoby go zdenerwować, ale im dalej zagłębiamy się w odcinki, tym bardziej widz przekonuje się, jak sympatyczną postacią jest ów sensei :) Uwierzcie mi - chcielibyście mieć takiego nauczyciela! Aż szkoda go zabijać ;( Przygotowanie do matury gwarantowane, a i wychowawczych umiejętności też mu nie brakuje. Poradzi, porozmawia, podpowie i pocieszy - profesor jakich mało ^ ^ Co prawda nie wiemy o nim wiele, chociażby to skąd pochodzi i w jakim celu przybył do Klasy Końca, ale wierzę, że prędzej czy później przyjdzie nam się tego dowiedzieć. Sezon pierwszy coś tam napomknął, coś tam zaczął, ale generalne na odkrycie wszystkich zagadek musimy czekać do następnego razu, bo taki niewątpliwie nam się szykuje ;) Obecność Koro-senseia w "Ansatsu Kyoushitsu" to jedno, ale nie zapominajmy jeszcze o klasie 3E, która przecież próbuje przeprowadzić zamach na swoim nauczycielu. Nie trudno zauważyć tutaj kilku najbardziej wyróżniających się uczniów (chociażby Nagisa, Karma czy Terasaka), jednak z całą pewnością autorzy nie poprzestali tylko na rozwinięciu owej niewielkiej grupki, a postarali się dodać do fabuły coś od każdej osobnej postaci. Dzięki temu faktycznie widać, że klasa jest klasą i bez nadmiernego faworyzowania tylko wybranych, widz powoli przywiązuje się do caaaaałej 3E, nawet jeśli nie wszystkie charaktery mogą przypadać mu do gustu ;) Oczywiście nie są one nie wiadomo jak wyszukane, ale fakt faktem prezentuje się to naprawdę nieźle. No i nie muszę chyba wspominać, że owi gimnazjaliści stają się powoli początkującymi zabójcami, a pomaga im w tym pewna dwójka profesjonalistów - Karasuma Tadaomi, pracownik rządu mający oko na Koro-senseia i to, co dzieje się w Klasie Końca, oraz później pojawiającą się zabójczynię Irinę Jelavić, nazwaną przez uczniów uroczym przezwiskiem Bitch-sensei. W ten sposób wykreowała nam się tutaj całkiem spora grupka postaci, co oczywiście pokrywa może z 60% całej jej gamy, gdyż wraz z tokiem fabuły przyjdzie nam poznawać kolejnych i kolejnych bohaterów, mniej lub bardziej ważnych dla rozwoju sytuacji w "Ansatsu Kyoushistu" ;) Aż nie mogę się doczekać kolejnego sezonu ^ ^


Jeśli myślicie, że przez całe 22 odcinki będziecie oglądać tylko próby zabójstwa naszego cudownego Koro-senseia to się grubo mylicie. Już po pierwszym odcinku łatwo można się domyślić, że w przerwach od zabijania będziemy doświadczać różnych wychowawczych problemów, z którymi borykają się uczniowie klasy 3E, a i nie zabraknie epizodów poświęconych gimnazjum Kunugigaoka i innych mniej lub bardziej ciekawych wątków. Fabule "Ansatsu Kyoushitsu" z całą pewnością nie można odmówić dwóch rzeczy - oryginalności i humoru. Nawet jeśli nie jest to tematyka całkowicie nowa i jeszcze nigdy nie wykorzystana (dla mnie osobiście takowa była, ale tyle anime zostało już wyemitowanych, że nigdy nie wiadomo ;)), to wypada ona dużo ciekawiej niż powielające się z każdym sezonem haremówki czy inne produkcje, których przebieg z łatwością każdy z nas może już po takim doświadczeniu przewidzieć. Zdecydowanie wyróżnia się ona na tle sezonu zimowego, zwłaszcza, że dla mnie sezon zimowy generalnie nie prezentował się wielce zachwycająco... Oczywiście nie jest to też arcydzieło. Zdarzało się od czasu do czasu ziewnąć ze znudzenia, a i nie trudno o przewidzenie niektórych wątków... Ciekawa jestem czy moje przypuszczenia odnoście zakończenia się sprawdzą, bo zdążyłam już opracować sobie pewną historię, jak to w końcu będzie z tym zamordowaniem Koro-senseia ;) Oby drugi sezon rozwiał wszystkie wątpliwości, ale póki co ani słychu ani widu wszelkich informacji na ten temat. "Ansatsu Kyoushitsu", przed wyemitowaniem pełnej serii anime, wydało również dwa odcinki specjalne. Myślę, że oglądanie ich nie jest niezbędne, sama również bardziej wnikliwie się im jeszcze nie przyglądałam, ale pierwszy z nich opowiada bodajże o wycieczce klasy 3E do Kyoto (trwa około 30 min), natomiast drugi "Deai to Jikan" (ok. 10 min) można potraktować jak odcinek zerowy. Na zakończenie tego akapitu wspomnę jeszcze tylko, że "Ansatsu Kyoushitsu" powstało na podstawie mangi o tym samym tytule, a w marcu tego roku w Japonii powstał film live action z przystojnymi Yamadą Ryosuke i Sudą Masaki w obsadzie :)


Grafika "Ansatsu Kyoushitsu" również wygląda dość oryginalnie, jednak w moim przypadku ta oryginalność nie sprawdziła się w 100%. Choć animacje były w porządku, tak sposób narysowania postaci i te pogrubione kontury nie bardzo przypadły mi do gustu. Cała reszta wydaje się dość prosta, bez większych ekscesów, jednak zestawiając to wszystko razem, wygląda to, jak już pisałam, nietypowo i oryginalnie. Kwestia upodobań, komu się spodoba, jednak ja mam dość mieszane uczucia w tej kwestii :) Soundtrack "Ansastu Kyoushitsu" jest dla mnie natomiast nie małą zagadką, bo oglądając, uwagę przykuwały może ze dwie, trzy melodie, jednak po przesłuchaniu całego OSTa naprawdę nie wiem, gdzie autorzy schowali tak wiele, miłych dla ucha utworów. Nie wiem jak bardzo trzeba było się skupić, żeby je wyłapać, ale tak czy inaczej soundtrack jest naprawdę przyjemny ;) Poza tym odkryłam w sobie umiłowanie do openingów/endingów wykonywanych przez "samych bohaterów", czyli w praktyce nikogo innego jak seiyuu podkładających im głosy (3-E Utatan). I tak właśnie mamy tutaj dwa openingi tego typu, czyli pierwszy, "Seishun Satsubatsu-ron" i drugi "Jiriki Hongan Revolution". Z początku wydały mi się naprawdę dziwne, ale wierzcie mi na słowo, potrafię złapać się na ich nuceniu pod nosem ;) Natomiast ending, "Hello, Shooting-star" (moumoon), w porównaniu do dwóch skocznych piosenek początkowych, jest zdecydowanie spokojniejszy i bardziej stonowany, ale mimo to bardzo ładnie wkomponował się w resztę soundtracku. Na pewno miło sobie będę owy element wspominać :)


~Podsumowanie~
Więc, czy słusznie postąpiłam wybierając "Ansatsu Kyoushitsu" jako de facto ostatnie anime z sezonu zimowego? Nawet jeśli koniec końców kiedyś zabrałabym się za ową produkcję, myślę, że mogłabym żałować pozostawienie sobie tego na później. Seria jest naprawdę sympatyczna, może nie idealna, ale zdecydowanie miło można przy niej spędzić wolny czas :) Jeśli jeszcze nie zabraliście się za zimowe tytuły tego roku, upewnijcie się, że sprawdzicie właśnie ten - bo warto ;) Co tu więcej pisać - polecam i czekam na kolejny sezon. Do zobaczenia w "Ansatsu Kyoushitsu (TV) 2" ^ ^

Fabuła: 3,5/5
Bohaterowie: 3,5/5
Grafika: 2/5
Muzyka: 4/5
Ocena ogólna: 4/5

Ocena końcowa:  6,8/10
A Wy co sądzicie o "Ansatsu Kyoushitsu (TV)"?


Pozdrawiam
Kusonoki Akane


4 komentarze:

  1. Czytam mangę i strasznie mi się podoba. Btw, zamierzam niedługo powrócić do blogowania :D

    OdpowiedzUsuń
  2. JSerie zaczęłam oglądać, gdyż zobaczyłam na twitterze niewinny obrazek z bohaterami anime i stwierdziłam, czemu by nie spróbować. Nie wiedząc co zaczynam odpaliłam pierwsze odcinek i przepadłam. Pomijając sympatycznych uczniów Koro-sensei, czy raczej Jun w roli Koro-senseia jest genialny, to chyba jedna z jego lepszych ról, w której naprawdę może się wykazać swoimi dziwacznymi odgłosami i ogólnie wspaniałymi umiejętnościami. Serii jeszcze nie skończyłam, bo niestety sesja skutecznie mi to uniemożliwia, ale jak dotąd anime bardzo przypadło mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za recenzję, na pewno bardzo chętnie obejrzę i przesłucham OST'a ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Na początku miło mi się oglądało, potem jakoś się wypaliłam. Zarówno opening jak i ending nie przypadły mi za bardzo do gustu, niestety. :'D

    OdpowiedzUsuń