2015-01-04

011. "Sword Art Online II", czyli letniego podsumowania cz.XI (ostatnia)

Recenzja może zawierać spoilery odnośnie poprzednich sezonów!
"Sword Art Online II"
Data premiery: 05.07.2014
Czas trwania: 24 x ok.24 min
Gatunek: Akcja, Fantasy, Przygodowe
Studio: A-1 Pictures

~Opis fabuły~
Minął niecały rok od zakończenia sprawy związanej ze "Sword Art Online" - gry VRMMORPG, w której przez 2 lata trwała walka na śmierć i życie o powrót do rzeczywistości tysiąca graczy, którzy przez niemożliwość normalnego wylogowania się, uwięzieni zostali w wirtualnej przestrzeni. Podczas gdy życie Kirita i Asuny powoli wraca do normy, w internecie dużym zainteresowaniem cieszy się "Gun Gale Online", gra pełna broni palnej, snajperów i innych utalentowanych strzelców, która tak jak SAO wykorzystuje technologię FullDive. Pewnego dnia dochodzi w niej do dziwnego zdarzenia, z którą powiązana zostaje tajemnicza śmierć jednego z graczy postrzelonego wówczas przez zamaskowanego osobnika nazywającego siebie i swoją broń "Death Gun". W śledztwo prowadzone przez Kikuokę Seijirou z Wydziału Wirtualnego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych zostaje włączony także Kirito, który w celu odkrycia prawdy postanawia zalogować się w świecie GGO...


~Recenzja~
Doskonale pamiętam moment, w którym jakieś dwa lata temu, tutaj na My Opinion jeszcze przed reaktywacją, recenzowałam pierwszy sezon "Sword Art Online". Ponieważ było to dość dawno temu i był to też tak naprawdę dopiero początek mojej historii z blogspotem, nie oczekuję, że pamiętacie jaka była wówczas moja opinia na temat tego tytułu ;) Otóż, jak podejrzewam też dla większości widzów, seria była dla mnie wręcz arcydziełem do mniej więcej połowy odcinków, kiedy bohaterowie uwięzieni byli w świecie gry i nie było mowy o czymś takim jak Alfheim Online. Później fabuła nie była już taka ciekawa, jednak mimo wszystko moja ocena pozostawała raczej pozytywna. Nie da się ukryć, że "SAO" było jednym z najpopularniejszych anime tamtego czasu... Osobiście nie śledziłam informacji mówiących o kontynuacji, więc nie wiem jak bardzo internet, żył wiadomością o wydaniu sezonu drugiego - mogę jedynie podejrzewać, że mimo wszystko zainteresowanie sequelem rosło wraz ze zbliżającym się dniem premiery. Ja osobiście nie podzielałam owego entuzjazmu, szczerze mówiąc nie oczekiwałam, że szybko, o ile w ogóle, zabiorę się za "Sword Art Online II", jednak ze względu na moje postanowienie (które koniec końców nie wypaliło) o sprawdzeniu każdego tytułu z letniego sezonu, nie wypadało mi nie zabrać się za kontynuację czegoś, co przecież kiedyś oglądałam i zacisnąć zęby w nadziei, że nudna druga połowa prequela nie powtórzy się także i tutaj... A jak było w rzeczywistości? Tego dowiecie się czytając dzisiejszą recenzję ^ ^ Zapraszam!


Większość bohaterów jest tutaj bardzo dobrze znana tym, którzy mieli już wcześniej styczność z sezonem pierwszym. Kirito (Kirigaya Kazuto), znany jako Czarny Szermierz, i Asuna (Yuuki Asuna), jako jedna z członków gildii Rycerzy Krwi stanowili główne postaci owego anime i na tle prób wydostania się z wirtualnego świata Aincradu oglądaliśmy, jak powoli rozwija się ich miłość (dzięki temu pierwszy sezon SAO został przyporządkowany też do gatunku romans, czego w pewnym sensie nie można już powiedzieć o kontynuacji). "Sword Art Online II" zostało podzielone na trzy oddzielne sagi i choć ta dwójka ponownie pojawia się jako jedni z głównych bohaterów serii, w pierwszej jej części mimo wszystko większa uwaga skupia się na Kirito, a Asuna została w pewnym sensie wypchnięta na rzecz nowej postaci - niejakiej Sinon. Jej prawdziwe imię brzmi Asada Shino i można ją uznać za jedną z najlepszych snajperów Gun Gale Online. Jak się szybko dowiadujemy, jej powodem zalogowania się w GGO nie jest wcale chęć rozrywki czy miłego spędzenia czasu wolnego, a pewne wydarzenie z przyszłości, które wciąż nęka ją za każdym razem kiedy zobaczy broń. Za pewne brzmi to odrobinę dziwnie, bo co taka osoba ma szukać w grze, która w 98% opiera się właśnie na strzelaniu z broni palnej? Shino wierzy, że dzięki temu uda jej się przezwyciężyć owy lęk i w tym celu też pragnie stać się jeszcze silniejsza i mierzy w zwycięstwo w wielkim turnieju GGO Bullet of Bullets. Kiedy Kirito loguje się do gry w celu rozwiązania zagadki odnoście Death Gun i tajemniczych zgonów, osobą która pokazuje mu GGO jest Sinon i w ten właśnie sposób przedstawieni zostali główni bohaterowie pierwszej sagi "Sword Art Online II". W porównaniu do tej części, w sadze drugiej nie pojawia się nikt wielce nowy czy szczególnie ważny, w sadze trzeciej natomiast sytuacja zdaje się odwrócić i jak w pierwszej pierwsze skrzypce grał Kirito, tak tutaj swoje pięć minut będzie miała Asuna i pewna nowa postać, którą żeby poznać będziecie musieli sami zagłębić się w historii ;) Ciężko jest mi się wypowiedzieć na temat bohaterów SAO, gdyż w większości są mi już znani i nie wiąże z nimi jakichś szczególnych emocji czy uczuć. Główne postaci zostały stworzone w sposób, wydaje mi się, przemyślany, bo każdy z nich posiada swoją własną historię, która w większym lub mniejszym stopniu wpływa na ich codzienne życie. Niewielki harem zbudowany wokół Kirito jest nadal odczuwalny, jednak zdecydowanie nie tak jak w sezonie pierwszym. W kwestii sympatii nie sądzę by wiele się zmieniło, jedynie do Asuny udało mi się bardziej przekonać, a tak... Myślę, że mimo wszystko są to ci sami bohaterowie, do których każdy z nas miał okazję się przywiązać (lub nie) w sezonie pierwszym :)


Odnośnie fabuły naprawdę nie spodziewałam się niczego wielkiego. Podeszłam do tego sezonu z dużym dystansem i nie liczyłam na to, że autorom uda się pobić pierwszą połowę "Sword Art Online", w dodatku w dużej mierze komentarze jakie czytałam jeszcze przed rozpoczęciem serii nie były pozytywne... Jednak o dziwo pierwszy odcinek, jak i kilka kolejnych, bardzo miło mnie sobą zaskoczyły. Akcja zapowiadała się naprawdę ciekawie i zanim się obejrzałam, z niecierpliwością zaczęłam oczekiwać kolejnych odcinków. Moje obawy odnośnie postaci Kirito (wygląd i brak miecza) zostały rozwiane, a więc sukces wydawał się być na wyciągnięcie ręki, ale niestety... Odcinki zaczynały się robić nudne, często przegadane i cała magia prysła niczym bańka mydlana. W ten właśnie sposób pierwsza część serii się skończyła. Saga druga, "Calibur", której akcja działa się w Alfheim Online, całe szczęście była krótka (15-17 odcinek), bo nie zainteresowała mnie sobą ani trochę, natomiast sadze trzeciej, "Mother's Rosario" ("Matczyny różaniec"), która trwała od 18-ego epizodu do końca serii, udało się odrobinę uratować sytuację na sam koniec anime. Wzruszyłam się, nie będę ukrywać, bo historia okazała się naprawdę piękna. Zdecydowanie najlepiej wspominam sobie początek i koniec "Sword Art Online II", jednak nie okłamujmy się, całość wypadła gorzej niż w przypadku sezonu pierwszego.


"Sword Art Online" zapamiętałam sobie jako anime o bardzo ładnej grafice i przede wszystkim świetnym animacjom walki. W momencie włączenia pierwszego odcinka bardzo dobrze widać było podobieństwo pomiędzy oba sezonami (szczerze, czy cokolwiek się w ogóle zmieniło?) i jeśli znacie takie uczucie, że jedno spojrzenie wystarcza by stwierdzić co oglądacie - tutaj zdecydowanie poczułam coś takiego. Nie będę ukrywać, że tym razem odrobinę przeszkadzało mi, że postacie wyglądają tak dziecinnie, jednak od strony graficznej naprawdę nie znalazłam nic więcej do ponarzekania. Stare dobre SAO... szkoda tylko, że trochę mało wspaniałych umiejętności szermierskich Kirito ;( Przyznam się, że w kwestii muzyki obudziłam się dopiero pod koniec serii, co więcej zupełnie nie pamiętam jakie były moje odczucia podczas oglądania pierwszego sezonu, jednak wydaje mi się, że jakaś część soundtracku się powtarzała (ale poprawcie mnie o ile się mylę :)). Oczywiście przesłuchałam później pewną część OSTa "na sucho" i szczerze mówiąc myślałam, że całościowo wypada dużo lepiej. Kilka naprawdę ładnych melodii, a reszta to takie trochę "zapychacze", że tak to ujmę... Openingi i endingi natomiast są bardzo w stylu "Sword Art Online". Standardowo mamy tutaj dwie piosenki początkowe ("Ignite" - Eir Aoi/ "Courage" - Haruka Tomatsu) i aż trzy końcowe ("Startear" - Luna Haruna/ "No more time machine" - LiSA/ "Shirushi" LiSA). Osobiście najbardziej przypadły mi do gustu "Ignite" (GENIALNE - możliwość usłyszenia tego openingu była jedną z najlepszych części tego anime ;)) i "Shirushi", choć dwa pozostałe kawałki również słuchało mi się bardzo miło.


~Podsumowanie~
Mówiąc o "Sword Art Online II" nie czuję się wielce pokrzywdzona, gdyż po części spodziewałam się takiego obrotu sytuacji. Smutne jest to, że moja przewidywania się sprawdziły, choć za pewne i tak znajdzie się tysiąc kolejnych fanów, którym kontynuacja podobała się tak samo jak i pierwszy sezon. Dla mnie sequel był po prostu w dużej mierze zbyt nudny i gdybym miała Wam go polecić, zachęcałabym najbardziej do obejrzenia sagi ostatniej - "Mother's Rosario", bo to ona najbardziej przypadła mi do gustu. Ponadto uwaga, uwaga! Powstanie kolejny sezon! Naprawdę nie wiem już czego mam się spodziewać, bo powieści nie czytam i nie mam zupełnego pojęcia o czym będzie traktować jego fabuła, jednak za pewne zmuszę sama siebie do oglądania. Kto wie, może tym razem będzie to coś co za jakieś dwa lata będę Wam mogła spokojnie i bez żadnych "ale" polecić? :) Bez zbędnych nadziei poczekajmy na ten dzień, a tym czasem pozwólcie, że przedstawię Wam ocenę podsumowującą dzisiejszą recenzję:

Fabuła: 1/5
Bohaterowie: 3,5/5
Grafika: 4/5
Muzyka: 3/5
Ocena ogólna: 1/5

Ocena końcowa: 5/10
A co Wy sądzicie o "Sword Art Online II"?


Pozdrawiam
Kusonoki Akane

4 komentarze:

  1. W sumie ja też nie miałam zbyt wielkich oczekiwań co do drugiej serii. Byłam zdania, że nic nie jest w stanie pobić pierwszej części pierwszej serii. W sumie do dziś stoję na 6 odc. i nie wiem czy się za nie zabierać, patrząc na twoją opinię XD. Ale Matczyny Różaniec mnie zachęcił. Hmm.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwsza część była super! Drugiej jeszcze nie miałam okazji zobaczyć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwszy sezon mi się nie podobał, więc drugi sobie odpuściłam i widzę, że dobrze zrobiłam. xP

    OdpowiedzUsuń
  4. Drugi sezon był tak samo "rzal.pl" jak poprzedni. Jak będzie trzeci to już się za niego nie zabieram, nie będę się torturować ;-;.

    OdpowiedzUsuń