2015-03-29

022. "Akatsuki no Yona", czyli jesiennego podsumowania cz.XI

"Akatsuki no Yona"
Data premiery: 07.10.2014
Czas trwania: 24 x ok. 24 min
Gatunek: Przygodowe, Komedia, Fantasy, Romans
Studio: Studio Pierrot

~Opis fabuły~
Będąc jedyną córką obecnego króla Królestwa Kouka, Yona prowadzi spokojne i beztroskie życie piętnastoletniej księżniczki. Zakochana w swoim o trzy lata starszym kuzynie Soo Won'ie, z niecierpliwością oczekuje jego przyjazdu do zamku Hiryuu, gdzie świętować razem będą jej szesnaste urodziny. Wtedy też dochodzi do straszliwej zdrady, a księżniczka Yona staje się świadkiem morderstwa, w którym jej ukochany Soo Won, chcąc przejąć władzę nad Królestwem, zabija króla Ila - jej ojca. Aby samej nie stać się jego ofiarą, z pomocą jej przyjaciela i jednego z pięciu generałów chroniących zamek, Haka - uciekają z Hiryuu, rozpoczynając życie w ukryciu przed ścigającymi go ludźmi nowego następcy tronu...




~Recenzja~
Jeeeeej! Nawet nie wiecie jak się cieszę, że nareszcie mogę zrecenzować to anime ^ ^ ! Jesień 2014-ego roku okazała się bardzo owocna w świetne tytuły, więc aż boję się o końcowe podsumowanie... Czy będę umiała zdecydować, które uznać za najciekawsze? Czy uda mi się wybrać najlepszy graficznie i muzycznie tytuł? A może na pierwszym miejscu w ostatecznym rankingu znajdzie się kilka produkcji jednocześnie? Jedno jest pewne - walka będzie zażarta, tym bardziej że po raz kolejny (i na pewno nie ostatni w tym sezonie ;)) przychodzę do Was z produkcją, okazującą się być nie lada przeciwnikiem dla reszty kandydatów polujących na tytuł najlepszego z najlepszych. Uwaga, uwaga, ladies and gentleman -  "Akatsuki no Yona", czyli przesympatyczna seria przygodowa z dużą dawką humoru, szczyptą fantasy, nutką romansu i przede wszystkim ciekawą i wciągającą do granic możliwości fabułą. Nie ma innej możliwości - jeśli jeszcze tego nie widzieliście, szykujcie wolne miejsce w swoich prywatnych "must watch" listach! Moim dzisiejszym zadaniem będzie przekonanie Was do bliższego zapoznania się w owym anime, więc nie traćmy więcej czasu i szybko przebrnijmy przez bardziej szczegółowe rozpatrywanie świetności "Akatsuki no Yona" - w końcu czeka na Was dwudziestoczteroodcinkowy seans, prawda? ;)


Yona... Kapryśna, zapatrzona w siebie dziewczyna, której największą troską jest jej wygląd i sprawy sercowe. Charakterek naszej głównej bohaterki zdecydowanie nie napawa entuzjazmem, bo kto przychylnym okiem patrzy na rozpieszczone smarkule jej pokroju? Ugh... Na samą myśl otwiera mi się nóż w kieszeni! Z własnego doświadczenia wiem (choć nie zdarza się to wybitnie często), że w takim przypadku naprawdę ciężkie jest dobrnięcie do końca, kiedy najważniejsza postać oglądanej przez nas serii, swoim zachowaniem zwyczajnie doprowadza nas do szewskiej pasji. Jedynym ukojeniem w tym przypadku jest nadzieja na cudowną przemianę i całe szczęście (choć było to na 99% przewidywalne...) i tutaj doświadczamy podobnego zabiegu (dlatego warto oglądać dalej - przemiana nie trwa długo, więc nie myślcie nawet o poddawaniu się już na początku!). Po śmierci króla Ila i tym samym zdradzie jej ukochanego Soo Wona, życie Yony rozpada się na drobne kawałeczki. Nic dziwnego - matkę straciła w dzieciństwie, ojciec został zabity na jej oczach, a osoba której ufała i wierzyła najbardziej na świecie, okazała się być ostatnią szują i kłamcą. Dziewczyna, która nigdy nie miała do czynienia ze światem zewnętrznym, z dnia na dzień zostaje zmuszona do ucieczki z własnego domu i ratowania życia, na które nieustannie czai się jakieś niebezpieczeństwo... To smutne, prawda? Jednak wśród tak wielkiego cierpienia znalazł się pewien promyczek nadziei - Son Hak, wierny sługa i przyjaciel gotowy oddać za nią własne życie. Poważnie... Która z Was nie chciałaby mieć przy sobie tak silnego, niezawodnego i zaufanego bodyguarda, który w dodatku - skrycie czuje do nas coś więcej? ;) Podejrzewam, że nie tylko ja łapałam się za głowę na sam widok wylewających się uczuć Haka w stronę Yony, która nie zdaje sobie nawet z tego sprawy i wciąż rozpamiętuję złego i niedobrego Soo Wona... Oglądanie ich razem było jedną z największych przyjemności podczas tych dwudziestu czterech odcinków, zwłaszcza po wielkiej zmianie naszej głównej bohaterki ;) Szybko zapomniałam o Yonie z początkowych odcinków i na jej miejsce pojawiła się zdeterminowana, odważna i gotowa do działania dziewczyna, której nie sposób było nie polubić. Yona i Hak - best couple ever - i jakby tego było mało, stopniowo zaczęło przybywać nam nowych, równie przesympatycznych postaci - do których odnosi się kolejny, fabularny etap "Akatsuki no Yona - poszukiwania czterech legendarnych smoków. Powiedzieliśmy sobie co nieco na temat tych "dobrych", czas więc wspomnieć o naszym Soo Wonie, który wraz z zabiciem swojego wuja, stał się tym "złym charakterem" serii. Ale czy na pewno? Z początku nie trudno było mi uwierzyć w to, że tak łagodny, spokojny i uprzejmy aniołek nagle okazuje się być łasym na tron mordercą - w końcu taki obrót sytuacji nie jest wielkim odkryciem ani dla mnie, ani chyba i dla Was. Oczywiście mój poziom sympatii względem niego był naprawdę niski, przynajmniej do momentu kiedy ponownie zaczęłam dostrzegać jego bardziej pozytywne cechy ;) Soo Won jest... póki co zbyt tajemniczy dla mnie bym mogła w 100% określić moją postawę wobec niego, ale na dzień dzisiejszy, po tych 24-ech odcinkach mogę z całą pewnością powiedzieć - że nie jest taki zły na jakiego wygląda ;) Więc. Bohaterowie "Akatsuki no Yona" są tak sympatyczni, że bardziej niż poznanie dalszych przygód Yony, Haka i smoków, na drugi sezon czekam w dużej mierze dlatego, że po po prostu żal jest mi się z nimi rozstawać. Każdy z nich jest inny, a mimo to każdemu udało się mnie do siebie w jakiś sposób przekonać. Nie zwracałam uwagi, ba, nie miałam ani czasu ani ochoty by przejmować się takimi kwestiami jak powtarzalność pewnych schematów czy przewidywalność w tworzeniu charakterów postaci - dla mnie bohaterowie "Akatsuki no Yona" tworzą w tym momencie pewną, całkowicie odrębną grupę. Uwielbiam ich i nie mogę powiedzieć na nich ani jednego złego słowa! Obyśmy spotkali się w kolejnym sezonie...


Fabularnie wcale nie gorzej ;) Z każdym odcinkiem historia Yony nabierała kolorów i z coraz większą ciekawością śledziło się jej dalsze poczynania. Nie będę ukrywać, że po tych ponad dwudziestu czterech tygodniach (w święta Bożego Narodzenia emisja została w końcu zatrzymana) pewne wątki uciekły mi z pamięci i chociażby taka kwestia jak "Po co Yona w ogóle szuka te smoki?" nie była niestety już taka oczywista jak na początku. Myślę jednak, że miałam na to prawo, biorąc pod uwagę czas, który upłynął od tego momentu (nie wspominając już o tym, że regularne oglądanie w moim wykonaniu nie wygląda za wesoło...) i jestem pewna, że wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej, gdybym obejrzała anime np. dopiero po jego zakończeniu, kiedy nie byłabym ograniczona jednym epizodem na tydzień ;) Smaczku i jeszcze większej przyjemności w oglądaniu dodawał humor, którego nie brakło ani na chwilę i z którego szczerze można było się pośmiać - nie jak w przypadku głupawych komedii w stylu Japończyków ;) Wątek romantyczny stał się elementem naprawdę cennym dla takiego wielbiciela romansów jakim jestem ja, gdyż spodziewałam się go o wiele więcej niż w rzeczywistości się pojawiał. Każda scena Yona i Haku była jak za cenę złota i choć dla mnie fabuła mogłaby pójść trochę bardziej do przodu - nie uważam takiego rozwiązania za minus. Akcja sama w sobie była na tyle ciekawa, że nie miało się po prostu czasu na narzekanie, jednak kiedy wątek ten ponownie został wyciągany na światło dzienne - była ta po prostu sama przyjemność ^ ^ Czy jest coś lepszego niż przygoda, komedia i romans doprawione odrobinę fantasy? Najlepsze uczucie pod słońcem mieć to wszystko w zasięgu ręki! Uwielbiam elementy nadprzyrodzone, więc wątek legendarnych smoków naprawdę przypadł mi do gustu. Poza tym nie mogłam narzekać na brak zwrotów akcji (zakończenie i początek 22 i 23 odcinka - najlepszy zwrot akcji ever! Ci co oglądali powinni wiedzieć o co mi chodzi ;)), cały czas coś się działo i nawet te pozornie nudne dla mnie momenty, okazywały się warte obejrzenia. Same superlatywy! Anime powstało na podstawie mangi o tym samym tytule (nie czytałam, ale jak tak dalej pójdzie chyba będę musiała ;)) i o ile mi wiadomo, został jeszcze całkiem spory kawałek do zekranizowania... Jestem pełna nadziei na kolejny sezon, aczkolwiek nie spotkałam się z żadnym potwierdzonym info na ten temat. Cóż... Byłoby miło i jak już wspominałam - będę tęsknić za Haku, Yoną i resztą, ale fakt faktem manga nie jest długa, więc nie będzie ewentualnego problemu z jej przeczytaniem :) Nie wiem jak Wy, ale nie motywują mnie arcydługie tytuły, poza tym od czasów "Bokura ga Ita" nie znalazł się jeszcze taki tytuł, bez którego przeczytania mangi nie mogłabym przeżyć (zatrzymanie w takim momencie, że głowa boli...), więc póki co jestem gotowa poczekać :) Miejmy nadzieję, że niedługo!


Myślicie, że trochę sobie ponarzekam w sprawach technicznych? Jak mi przykro, że i tutaj "Akatsuki no Yona" nie pozostawia wiele do życzenia, jednak skłamałabym mówiąc, że wszystko spodobało mi się od samego początku do końca. Otóż nie. Ze 100% aprobatą z mojej strony nie spotkał się projekt postaci, który w porównaniu do prześlicznego tła, kolorów, płynnych animacji i dokładności w szczegółach, zwyczajnie nie przypadł mi do gustu. Może był trochę za dziecinny, za zwyczajny... Nie pamiętam dokładnie o co chodziło, ale fakt faktem, ciężko było mi się przekonać. Jak jest teraz? Obecnie jestem na etapie ogromnego zafascynowania robotą jaką wykonali autorzy odpowiedzialni za grafikę tej serii i nie raz, i nie dwa pełna podziwu oglądałam wyniki ich pracy ;) Nie ma to jak prześlicznie zrobione anime, prawda? :) A wiecie co jest jeszcze lepsze? Prześlicznie zrobione anime z prześliczną muzyką! Jak pewnie wiecie, jestem soundtrackowym smakoszem i nie pogardzę kolejnym świetnym OSTem do swojej kolekcji. "Akatski no Yona" mnie nie zawiodło, a dzięki melodiom w dużej mierze stworzonych pod kątem (poprawcie mnie jeśli się mylę) tradycyjnej muzyki Japońskiej, anime utrzymało swój niepowtarzalny klimat. Pierwszy opening, ku mojemu zdziwieniu, bo nigdy jeszcze nie miałam do czynienia z podobnym rozwiązaniem, jest zwykłym utworem muzycznym - bez słów, które jakaś wokalistka czy wokalista mogliby zaśpiewać. Miła odmiana, której niestety nie powielił ending ("Yoru"), bo była to już całkiem normalna piosenka w wykonaniu zespołu Vistlip. Największym zaskoczeniem był opening drugi ("Akatsuki no Hana" - Cyntia) - klubowy kawałek, który w ogóle nie pasował do wcześniejszych utworów, nie wspominając już o samym charakterze anime. Naprawdę ciężko było się przyzwyczaić, w dodatku autorzy nie wydawali się wielce przejmować dodatkową zmianą animacji (nie lubię, jak zmianie ulega sama piosenka) ;( Co prawda koniec końców udało mi się jakoś przekonać i z ręką na sercu przyznaję, że po pewnym czasie nawet przyjemnie się go słuchało, jednak to, co według mnie byłoby najlepszym możliwym wyjściem, to połączenie - pierwszego openingu z drugim endingiem ("Akatsuki" - Shikata Akiko), który w tej drugiej połowie anime, spełniał właśnie rolę tego "klimatycznego" utworu. Nie obraziłabym się, gdyby było tak już od samego początku, ale fakt faktem muzycznie jestem zadowolona ;) Wielkie, wielkie TAK!


~Podsumowanie~
Pisanie tego krótkiego akapitu jest już jedynie formalnością, bo chyba każdy z Was doskonale wie jakie jest moje zdanie na temat "Akatsuki no Yona", ale pozwólcie, że mimo wszystko się powtórzę ;) Ponieważ nie wiązałam z tym tytułem wielkich oczekiwań (bo trudno o jakiekolwiek, jak rzadko kiedy ogląda się wcześniej zapowiedź czy czyta opis fabuły... tak u mnie zazwyczaj kończy się na obejrzeniu plakatu promującego ;)), ciężko powiedzieć jest o ich jakimkolwiek spełnianiu. Dużo bardziej odpowiednie byłoby powiedzenie, że "Akatsuki no Yona" było dla mnie miłym zaskoczeniem, które plasuje się naprawdę wysoko pośród reszty obejrzanych przeze mnie tytułów z sezonu jesiennego. O minusach nie ma sensu nawet wspominać - przeważająca liczba plusów skutecznie przysłania ewentualne niejasności czy niepasujące nam elementy ;) W żadnej kwestii anime to nie spoczęło na laurach i spokojnie może pochwalić się ciekawą fabułą z świetnymi i przesympatycznymi bohaterami jak i niemalże idealną oprawą techniczną, która cieszy widza podczas oglądania. No i co najważniejsze - chcemy więcej! ;) Póki co zapowiada się jedynie jakieś OVA, więc na drugi sezon, o ile w ogóle się pojawi, trzeba będzie poczekać... Całe szczęście w pogotowiu czeka manga, więc jeśli czujecie niedosyt i nie jesteście w stanie wykrzesać z siebie ani odrobinki cierpliwości - zabierajcie się do czytania! Osobiście porównać pierwowzoru z anime nie mogę, ale nie obrażę się o słowo komentarza od tych, którzy mają na ten temat pewne pojęcie ;) Tak czy inaczej, moim dzisiejszym zadaniem było przekonanie Was do obejrzenia tych 24-ech odcinków, więc mam nadzieję, że przebrnęliście jakoś przez te wypociny i "Akatsuki no Yona" już czeka u Was w kolejce do obejrzenia ^ ^ Więc jak? ;)

Fabuła: 5/5
Bohaterowie: 5/5
Grafika: 4,5/5
Muzyka: 4,5/5
Ocena ogólna: 5/5

Ocena końcowa: 9,6/10
A Wy co sądzicie o "Akatsuki no Yona"? 


Pozdrawiam
Kusonoki Akane

5 komentarzy:

  1. Yona. <3
    Ja szczerze mówiąc jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym anime. Zaczynając je byłam pewna, że będzie to kolejna seria, którą będę oglądać jedynie dla ładnych chłopców, a główna bohaterka będzie mnie niemiłosiernie denerwowała, a tymczasem Yona z odcinka na odcinek coraz bardziej zaczęła pokazywać charakterek i w moich oczach stała się naprawdę porządnie wykreowaną postacią żeńską. Chłopcy również nie byli tylko ładni i mówiący głosami popularnych seiyuu, ale zostali również obdarzeni ciekawymi osobowościami.Ode mnie 7/10 a to naprawdę wysoko ocena, jak na mój system. xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Możliwe, że się za nie zabiorę, ale chwilowo nie mam zwyczajnie czasu na oglądanie ;^:

    OdpowiedzUsuń
  3. Mogłabym się podpisać pod komentarzem Tabithy. ^^ Naprawdę świetna seria, z pewnością kiedyś do niej wrócę!
    Swoją drogą, wiewiórka na dobre podbiła moje serce! xD Już za nią tęsknię. I za Hakiem również (mimo wszystko to chyba on jest moim męskim ulubieńcem). Mam nadzieję, że doczekamy się drugiej serii. Zaczęłam czytać mangę, ale niestety studia zabierają mi czas (żeby nie rzec: życie), więc bardzo wolno mi to idzie.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie, bo nie tak dawno wreszcie dodałam post. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam w planach :) Nie wiem czemu, ale kreską lekko przypomina mi Magi O_O ale tak minimalnie ;)
    solidscript.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń