2016-10-02

0104. "Arslan Senki (TV): Fuujin Ranbu", czyli letniego podsumowania cz.II

Recenzja może zawierać spoilery odnośnie sezonu pierwszego!
"Arslan Senki (TV): Fuujin Ranbu"

Data premiery: 03.07.16
Czas trwania: 8 x ok. 25 min
Gatunek: Akcja, Fantasy, Przygodowe
Studio: LIDEN FILMS
Bazuje na: Manga

~Opis fabuły~
Po zwycięskiej bitwie pod Wieżą św. Emanuela, książę Arslan i jego wojska zmierzają w stronę królewskiej stolicy Ecbatany, obleganej przez Lusitanian. W między czasie wrogie wojska Turanu atakują fortecę Peshawar, a król Andragoras, dotychczas przetrzymywany w więzieniu, uwalnia się z łańcuchów i ucieka...




~Recenzja~
Po ponad roku od zakończenia pierwszego sezonu przygód młodego księcia Arslana w drodze do władzy, nareszcie doczekaliśmy się kontynuacji. "Arslan Senki (TV): Fuujin Ranbu" było dla mnie tak oczywistym wyborem, że zabranie się za jego odcinki zaplanowałam już po sprawdzeniu wszystkich innych tytułów z letniego sezonu, no ale jak już wszyscy dobrze wiecie, z wiadomych przyczyn mi to nie bardzo wyszło. Ale lepiej późno niż wcale, prawda? ;) Ku mojemu zdziwieniu do dyspozycji otrzymaliśmy jedynie 8 epizodów. Chyba nie popełniłam wielkiego błędu myśląc, że z racji tak okrojonego w stosunku do oryginalnych 25 odcinków czasu emisyjnego, sequel dotyczyć będzie już tego najważniejszego punktu fabularnego, czyli odbicia Ecbatany z rąk Lusitanian i po prostu nie potrzebne jest więcej. Autorzy najwyraźniej mieli zamiar od razu przejść do sedna, tak myślałam... Wygląda jednak na to, że to nie koniec naszej przygody z "Arslan Senki", a "Fuujin Ranbu" wcale nie potoczyło się tak, jak można było z początku przypuszczać...


Myślę, że ponowne opisywanie bohaterów jest elementem jak najbardziej zbędnym, gdyż widzowie pierwszego sezonu doskonale znają ową kompanię z coraz bardziej dojrzałym i odpowiednim do objęcia tronu księciem Arslanem na czele, natomiast ci, którzy po raz pierwszy spotykają się z tym tytułem, mogą co nieco poczytać w jego recenzji z Wiosny 2015. Nie muszę chyba pisać, jak wielką radość sprawiło mi zobaczenie nie tylko Arslana (którego cenię sobie coraz bardziej i bardziej, jako naprawdę sympatycznego i przy tym też myślącego protagonistę), ale także Daryuna, Narsusa, Elama, Gieve'a i Falangies, wiernie trwających u jego boku. Nawet znienawidzony przeze mnie z pierwszego sezonu główny czarny charakter, Hilmes aka Srebrna Maska, który tak jak Arslan dąży do objęcia tronu Pars, otrzymał swoje 5 minut, dzięki którym moje zdanie o nim troszeczkę się poprawiło. Koniec końców, nie trudno zgadnąć kto tak naprawdę jest tutaj największym łotrem, ale tego Wam już nie zdradzę, bo co to by była za frajda z oglądania, prawda? ;) Pomimo iż "Fuujin Ranbu" ledwie się zaczął i już trzeba było się z nim żegnać, sytuacja w królestwie skomplikowała się na tyle, że dość szybko zaczęłam się zastanawiać, jak właściwie twórcy chcą w te 8 epizodów ową historię zakończyć. Siódmy odcinek za nami, a tu finału ani widu, ani słychu, okazało się bowiem, że "Arslan Senki: Fuujin Ranbu" był króciutkim sezonem wprowadzającym do ostatecznego epizodu - bitwy o Ecbatanę. Warto zadać sobie pytanie, po co tak właściwie okrajać czas emisji, jeśli w gruncie rzeczy nie był to  AŻ tak ważny punkt fabularny, a żeby odcinać go od zakończenia? Oczywiście z całym szacunkiem do przedstawionej w nim akcji - nie uważam, żeby jakkolwiek poziomem odbiegał od sezonu pierwszego i wierzę, że każdy kto podzielał moje zdanie o nim, powinien być zadowolony nawet pomimo tych zaledwie ośmiu odcinków. Można powiedzieć, ze jest to to samo dobre "Arslan Senki", aczkolwiek naprawdę nie rozumiem takiego rozwiązania. Gdyby się uprzeć, na pewno 4-5 dodatkowych epizodów, dzięki którym moglibyśmy dobić do tego zakończenia, wyglądałoby znacznie bardziej przekonująco. Nie mówię już o kolejnych 25-ciu, choć z wielką radością bym się za nie zabrała, ale szczerze mówiąc... Wolałabym już czekać kolejne pół, czy może nawet cały rok na pełny drugi sezon i wiedzieć, że historia została zakończona i nie potrzeba zastanawiać się, za jak długi czas dane mi będzie na nie czekać. No ale tak jak już pisałam - te 8 epizodów i tak mnie sobą porwało, więc wszelkie słowa rozczarowania kierować będę w stronę twórców. Wspomnę natomiast jeszcze o dwóch kwestiach, reszta w większości pokrywa się z tym, co przekazałam Wam w recenzji prequela. Po pierwsze: przewidywalność. Nigdy nie twierdziłam, że "Arslan Senki" jest serią, której przebiegu w żaden sposób przewidzieć się nie da, ale nie w tym sęk. Trochę przeszkadzało mi to, że z samego openingu nie trudno było się domyślić zakończenia wątku w Gilanie, a zawsze lepszy jest nawet drobny element zaskoczenia, niż doskonałe zdawanie sobie sprawy z prawdziwych zamiarów bohatera, na którego patrzy się po raz pierwszy. Mimo wszystko nie zabrakło też zwrotów akcji, takich jak przecież ucieczka Andragorasa, bo to, że się uwolnił, to był jedynie początek niespodzianek z jego udziałem ;) Przejdźmy jednak do drugiej kwestii, a mianowicie - krótkie przypomnienie wydarzeń z pierwszego sezonu. Tego mi zabrakło, nawet jeśli nie był to minus, przez który jakkolwiek gorzej mi się ten tytuł oglądało. Po prostu jestem osobą, która nie lubi mieć dziur fabularnych, ale jestem też człowiekiem z nie tak doskonałą pamięcią, a przez ponad rok miałam prawo zapomnieć chociażby takich wątków jak samotna podróż Gieve'a, czy okoliczności dołączenia Alfreed do kompanii. Czas nie pozwolił mi na ponowne powtórzenie pierwszego sezonu i wątpię też, żeby wszyscy za każdym razem sięgali po prequel przed zabraniem się za kontynuację (powiedzmy sobie szczerze, prawie 600 minut to nie tak mało), więc nie pogardziłabym taką krótką przypominajką czy to w postaci wstępu odcinka pierwszego, czy epizodu zerowego.


Z tego co zdążyłam się dowiedzieć, nieobecność studia SANZINGEN przy tworzeniu "Fuujin Ranbu", zastąpiona została niejakim Felix Films i tym razem to oni odpowiedzialni byli za CG serii. Cóż... Nieatrakcyjność połączenia 2D z 3D wciąż dawała się we znaki i nie sądzę by zmiana studia uczyniła jakikolwiek postęp w tej kwestii. Ponadto mam wielki żal do twórców za to, że tak jak w pierwszym sezonie główne walki zostały narysowane naprawdę świetnie, tym razem jedynie potyczka Gieve'a i Hilmesa z pierwszego odcinka zrobiła na mnie wrażenie. Tak czy inaczej nie sądzę by wiele się zmieniło w oprawie graficznej, poziom jest mniej więcej taki sam jak wcześniej, choć wydaje mi się, że oceniłam ją wówczas trochę zbyt surowo... To czego zmianę na pewno da się dostrzec, a raczej usłyszeć jest muzyka. Jak może pamiętacie, według mnie soundtrack pierwszego sezonu to było istne arcydzieło i nadal tak uważam, łącznie z tym, że pan Iwashiro Taro to kompozytor, od którego na pewno można się wiele spodziewać. Wciąż czekam na możliwość przesłuchania OSTu "Fuujin Ranbu", a jestem go naprawdę ciekawa, bo mimo wszystko zawarł on w sobie coś innego niż wcześniej. Nie mam żadnego powodu by obniżać ocenę w tej kwestii. Ponownie mieliśmy również okazję usłyszeć głos Aoi Eir w openingu "Tsubasa" i Kalafiny w endingu "blaze". 


~Podsumowanie~
Choć "Arslan Senki: Fuujin Ranbu" nie odstaje poziomem od swojego poprzednika i z wielką radością ponownie zagłębiłam się w przygodzie Arslana i spółki, nie mogę przymknąć oka na fakt, iż takiego "drugiego sezonu" widz nie oczekiwał, a już na pewno nie informacji o tym, że wciąż musi czekać na jego zakończenie. Wierzę, że spodoba się każdemu, kogo tak jak mnie pochłonął pierwszy "Arslan Senki (TV)", jednak przygotujcie się na to, że "Fuujin Ranbu" bardziej niż sequel, zaprezentował się jak zapychacz czasu (całe szczęście, że wciąż przyjemny), ażeby o owej historii nie zapomnieć i niczym "Naruto Shippuuden" dalej przeciągać zakończenie. Obyśmy tylko nie musieli nań długo czekać, choć wciąż nie doszukałam się informacji o trzecim sezonie. Tak czy inaczej żaden fan pierwszych 25-ciu odcinków nie obejdzie się bez obejrzenia "Arslan Senki (TV): Fuujin Ranbu", a ponieważ ja sama naprawdę ten tytuł lubię, wciąż z wielką chęcią będę go wszystkim polecać, bo to naprawdę ciekawa i sympatyczna seria :)

Fabuła: 3/5 (-1)
Bohaterowie: 4/5
Grafika: 2,5/5 (+0,5)
Muzyka: 5/5
Ocena ogólna: 3/5 (-1)

Ocena końcowa: 7/10 (-0,6 w stosunku do sezonu pierwszego)
A Wy co sądzicie o "Arslan Senki (TV): Fuujin Ranbu"?


Pozdrawiam
Kusonoki Akane

4 komentarze:

  1. Miło się oglądało, tylko szkoda, że tak mało odcinków.

    OdpowiedzUsuń
  2. Od samego początku byłam pewna, że obejrzę to anime. ^^ Też spodziewałam się, że będzie to już koniec, ale nie narzekam na takie rozwiązanie - bądź co bądź miło było wrócić do znanych i lubianych bohaterów (do tego uwielbiam projekty postaci Hiromu Arakawy ♥), a do tego nie wydaje mi się, żeby w 4 czy 5 kolejnych odcinkach twórcy dobrnęli do samego końca. Chociaż nieco smuci fakt, że na resztę trzeba będzie jeszcze poczekać... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy jak by twórcy przedstawili tą bitwę o Ecbatanę, bo można przeprowadzić ją zgrabnie i w tempie, a można też przedłużać, choć może nie tak jak w DBZ, że 20s walki rozszerzano do kilku odcinków ;) Mnie się wydaje, że gdyby faktycznie skończyli to w te 4-5 epizodów byłoby lepiej, bo nie przepadam za ciągnięciem się akcji nie wiadomo ile i co więcej, wierze w to, że daliby radę.

      Usuń