2017-07-02

0150. Nieśmiertelni, Niezniszczalni, Ponad wiekowi... (cz.X - koniec pierwszej tury) - Perfect Blue

Perfect Blue

Data premiery: 28.02.1998
Czas trwania: ok. 81 min
Gatunek: Dramat, Horror, Psychologiczne, Thriller
Studio: Madhouse
Bazuje na: Novelka

~Opis fabuły~
Mima Kirigoe jest jedną z wokalistek w popowym girlsbandzie CHAM!, jednak w celu rozwoju swojej kariery aktorskiej, postanawia odejść z grupy i całkowicie skupić się na graniu. Aby odejść od wizerunku uroczej gwiazdki pop, rozpoczyna ona pracę przy serialu kryminalnym, która z czasem przeradza się w role bardziej wymagające i kontrowersyjne. W międzyczasie też obsesyjny fan, nie mogąc pogodzić się z jej odejściem, zaczyna śledzić jej każdy krok, a Mima dowiaduje się o stworzonej bez jej wiedzy stronie internetowej "Pokój Mimy", gdzie opisywane jest całe jej życie z najmniejszymi detalami...

~Recenzja~
Zgodnie z wcześniejszą zmianą planów, Perfect Blue zamykać dzisiaj będzie pierwszą turę recenzji serii kultowych. Na ten tytuł wielokrotnie natykałam się wcześniej na różnych stronach uploadujących, ale jak to zwykle bywa, nigdy nie zainteresowałam się nim na tyle, by poświęcić mu te ok. 81 minut swojego gimnazjalnego, o ile dobrze pamiętam, życia. Czy tak jak z poprzednim tytułem z tej serii, wyszłoby mi to na dobre? Z początku mogłoby się wydawać, że Perfect Blue jest anime o wiele łatwiejszym w zrozumieniu, konkretniejszym, choć wciąż nieco ciężkim zważywszy na tematykę. Nic bardziej mylnego. Obejrzałam ten film już dwa razy i ja wciąż nie do końca wiem, co tak właściwie się wydarzyło...


Poznanie Perfect Blue dało mi do zrozumienia pewną ważną rzecz - jestem beznadziejna, jeśli chodzi o interesowanie się tytułami od strony ich produkcji. Nazwiska japońskich reżyserów, animatorów czy scenarzystów są mi totalnie nieznane, no może z wyjątkiem Maedy Juna, który stworzył Angel Beats! oraz Charlotte, a jego nazwisko widnieje także przy takich tytułach jak Clannad, Kanon (2006) czy Air. Wstyd, aczkolwiek nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Naprawdę skołowana fabułą tego ok. 81-minutowego filmu, zupełnie nie wiedząc co o nim napisać, postanowiłam poszukać jakiegoś punktu odniesienia. Nazwisko Kon Satoshi niewiele mi dotychczas mówiło a szkoda, bo gdybym wcześniej wiedziała z czym będę miała do czynienia, może inaczej by mi się jego debiutancką produkcję reżyserską oglądało. Cóż no, nie ma sensu żałować, że nie urodziłam się na tyle wcześniej by móc z pełną świadomością oczekiwać jego kolejnych dzieł, ale nawet jeśli już nigdy nie dostanę takiej szansy (Kon Satoshi zmarł w 2010 roku na raka), warto zachować w pamięci jego nazwisko. To co zaserwował on widzom w Perfect Blue było niezwykle ciekawym doświadczeniem, więc jeśli szukacie czegoś naprawdę oryginalnego, w tym tytule prawdopodobnie leży Wasza odpowiedź. Szczerze mówiąc nigdy wcześniej nie sądziłam, że zatarcie granicy między snem a jawą do takiego stopnia, że nawet po poznaniu rozwiązania nie wiem, co było prawdą a co nie, jest w ogóle możliwe! Zaczynało się naprawdę zwyczajnie, jak te produkcje o pouczającym/przestrzegającym motywie, gdzie zadaniem widza jest dostrzec błędy bohaterów i dojść do tego, jak można by im zapobiec w prawdziwym życiu. W tym przypadku była to historia młodej dziewczyny, która chciała zrobić krok dalej w swojej karierze, spełnić marzenie o zostaniu aktorką, ale zamiast tego jej życie zamieniło się w piekło, które sama przestała rozumieć. Napiszę tyle, że my też przestajemy je rozumieć, im bardziej do przodu posuwamy się w tych wszystkich wydarzeniach. Dalsze zdradzanie fabuły mijałoby się z celem tej recenzji, dlatego przejdę już do mojej własnej opinii. Jestem pod wrażeniem, że ktoś faktycznie potrafił stworzyć coś tak dezorientującego, mocnego i trzymającego w napięciu. Niewątpliwie jest to dzieło jedyne w swoim rodzaju, które warto polecać dojrzalszemu widzowi (dzieciaki powinny trzymać się od Perfect Blue z daleka nie tylko ze względu na trudność tego tytułu, ale także niektóre, dość rażące sceny) chociażby dla wymiany wrażeń i spostrzeżeń. Natomiast czy pomimo całego tego szacunku mogę powiedzieć, że mi się podobało? Mam mieszane uczucia. Fabuła ta jest jak układanka, w której nawet pomimo dwukrotnego obejrzenia, wciąż brakuje mi niektórych elementów, a przynajmniej nie wiem, gdzie mogłabym je umieścić. Możliwości są ograniczone, więc trochę mnie to frustruje, gdy wciąż nie znam odpowiedzi. Przecież żaden obrazek nie będzie wyglądał dobrze z pustymi miejscami, nawet jeśli wiadomym jest, co on przedstawia, prawda?

Bohaterowie zostali ukazani bardzo realistycznie i dokładnie, co jest bardzo ważnym punktem w produkcjach, poruszających tematy psychologiczne. W przeciwnym wypadku, nie zrobiłyby one na widzu aż takiego wrażenia. Ze strony graficznej natomiast bardzo, ale to bardzo w oczy rzucała mi się zwłaszcza jedna rzecz - rozstawienie oczu dwóch, naprawdę ważnych postaci. Nie wiem co to miało na celu pokazać, ale pan Me-Mania to ledwo jak człowiek wyglądał. Poza tym kreska była naprawdę ładna, szczegółowa, co prawda nie jakaś powalająca (jak na film), ale nikogo razić nie powinna nawet jeśli nie często zdarza mu się widywać starsze produkcje. Soundtrack był ubogi. Ciężko powiedzieć, żeby składał się on z melodii, bo nie licząc trzech piosenek zespołu CHAM!, słychać było głównie dźwięki podkreślające daną scenę, najczęściej wywołując u widza te nieprzyjemne emocje. Na napisach końcowych usłyszeć mogliśmy "Season" w wykonaniu M-Voice.


~Podsumowanie~
Perfect Blue na pewno warto zobaczyć, tym bardziej jeśli brakuje komuś oryginalności lub ma ochotę na coś mocnego, co wywoła na nim ogromne wrażenie dzięki swojej tematyce, zwrotom akcji i trzymaniu w napięciu. Seans zdecydowanie nie dla dzieci, dlatego też polecałabym ewentualnie zapamiętać sobie zarówno tytuł jak i nazwisko autora na przyszłość. Myślę, że przy recenzji innych dzieł Kona Satoshiego jeszcze się spotkamy, bo jest to naprawdę ciekawy temat do pociągnięcia ;)

Fabuła: 4,5/5
Bohaterowie: 5/5
Grafika: 4/5
Muzyka: 4/5
Ocena ogólna: 4/5

Ocena końcowa: 8,6/10
A Wy co sądzicie o Perfect Blue?


I tym sposobem kończymy pierwszą turę Nieśmiertelnych, Niezniszczalnych, Ponad wiekowych, gdzie recenzowałam dla Was produkcje dużo starsze, kultowe, klasyki japońskiej animacji, które teoretycznie znać powinien każdy fan anime, ale praktyka często wygląda zupełnie inaczej. Dla mnie była to przyjemna okazja do zobaczenia owych produkcji i mam nadzieję, że i Wy na tym co nieco zyskaliście :) Wciąż zostało nam wiele tytułów do obejrzenia, dlatego na pewno pojawi się druga tura, miejmy nadzieję, że przeprowadzona w znacznie krótszym czasie niż ponad dwa lata. Kiedy? To się jeszcze okaże. Tymczasem ja dziękuję wszystkim za uwagę i do napisania w kolejnych recenzjach :)

Pozdrawiam
Kusonoki Akane

13 komentarzy:

  1. Lubię dzieła Kona Satoshiego, w tym "Perfect Blue". ^^ Heh, ostatnio nawet na zajęciach trochę o nim miałam.

    OdpowiedzUsuń
  2. W Perfect Blue zawsze mnie rozwalały psychicznie te przejścia miedzy tym co jest prawda a co jest "filmem" (w filmie)
    Że po kilkunastu minutach to widz sam już nie był pewien

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaak <3 Ta scena, w której ta babka z serialu mówi o rozdwojeniu jaźni była świetna!!!

      Usuń
  3. Chyba jestem jedyną osobą, która zna nieśmiertelne i kultowe serie tylko z tytułu, bo nigdy jakoś specjalnie nie ciągnęło mnie do obejrzenia ich. Trochę mi wstyd :v

    A tak z innej beczki, robię dużo zamieszania, ale bardzo proszę o obserwację! (jeśli wcześniej takowa była XD) Adres bloga pozostał bez zmian (czyli dirtyxwoman.blogspot.com), ale publikuję teraz z innego konta, a co za tym idzie - zniknęli mi wszyscy followersi i komentarze, soł.. Poza tym prawdopodobnie zniknęłam z listy ludzi mnie obserwujących, więc wolę się przypomnieć ;___;' Gomen za zawracanie głowy mymi pierdołami i lekki spam! ^^'

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie jak znasz z tytułu to połowa drogi za Tobą - teraz wystarczy tylko trochę chęci i możesz zacząć poznawać je bliżej ;)

      Nadal mam Ciebie w obserwowanych, a przynajmniej Twoje posty z bloggera mi nigdzie nie zniknęły. Tak czy inaczej nie ma problemu, już powróciłam na swoje miejsce i czekam na kolejne wpisy ;) Wygoda umysłu - jak najbardziej popieram!

      Usuń
    2. Teoretycznie tak, praktycznie to juz nie tak łatwe, szczegolnie w momencie, gdy do wyboru mam tyle serii i sama nie wiem co ogladac. ALE, dzisiaj po pracy jak przyjde do domu to postaram się odpalic ten film, zobaczymy z czym to się je :3

      Usuń
  4. Kochana, właśnie jestem po seansie! Jejku, uwielbiam Cię i Twoje recenzje. Dziękuję za polecenie, Perfect Blue było świetne, nie sądziłam że aż tak mi się spodoba. Znasz coś w podobnym klimacie tudzież równie dobrego? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, dziękuję bardzo i polecam się na przyszłość <3

      Szczerze mówiąc chyba nigdy wcześniej nie widziałam czegoś tak pokręconego jeśli chodzi o sen i jawę w anime, więc mogę Ci tylko zapewnić, że w późniejszych pracach Kona Satoshiego znajdziesz podobny klimat (Millennium Actress, Tokyo Godfathers, Paranoia Agent, Paprika, z czego jedno chyba jakoś bardziej normalne jest xd). Sama planuje się za nie zabrać w najbliższej przyszłości :) Jeśli chodzi o równie dobre produkcje to ciężko porównać, kiedy ogląda się coś tak nietypowego, prawda? Może Akira? Ten film też był taki trochę enigmatyczny, więc jak szukasz czegoś takiego, to warto zerknąć. Pisałam recenzję jbc ;)

      Usuń
    2. Akira jest dobry ale to już troszkę innego typu. Ale Paranoia Agent i paprika chyba najbliżej będzie pasować
      Plus należy pamiętać ze film Akira jest dosyć mocno zmieniony i pociety w stosunku do mangi

      Usuń
    3. No tak tak, coś nieco innego, ale jak ma być dobry film to Akira się nadaje :D

      Usuń
    4. Akira nadaje się ZAWSZE
      Hokuto no Ken też
      Bubblegum Crissis też

      Usuń
  5. "Perfect Blue" oglądałam już dość dawno i wywarło na mnie naprawdę spore wrażenie. Od tamtego czasu planowałam obejrzeć kolejne dzieła Kona Satoshiego, ale jak na razie udało mi się tylko z "Tokyo Godfathers" i po raz kolejny było warto. Może w końcu zabiorę się za kolejne... ;)

    OdpowiedzUsuń