2017-08-06

0157. Przegląd popularnych anime XXI wieku (cz.III) - Code Geass: Hangyaku no Lelouch

Code Geass: Hangyaku no Lelouch

Data premiery: 05.10.2006
Czas trwania: 25 x ok. 24 min
Gatunek: Akcja, Mecha, Nadprzyrodzone, Militaria, Szkolne, Sci-Fi
Studio: Sunrise
Bazuje na: Pomysł oryginalny

~Opis fabuły~
W 2010 roku Święte Imperium Brytanii zaatakowało Japonię, całkowicie ją pokonując dzięki potężnym Rycerzom Mroku. Odebrało jej tereny, flagę, a nawet nazwę, zmieniając ją na Strefę 11, a Japończyków nazywając Jedenastostrefowcami. Od tego czasu mija kilka lat.
Podczas gdy japońscy buntownicy co jakiś czas starają się zemścić na swoich oprawcach, do brytyjskiej Akademii Ashford uczęszcza pewien inteligentny uczeń, Lelouch Lamperouge. Kiedyś zwany Lelouch vi Britannia, należał do królewskiej rodziny obecnie sprawującej władzę w Imperium, jednak po tajemniczym morderstwie jego matki został wygnany na śmierć przez własnego ojca. Chcąc stworzyć świat, w którym jego siostra Nunnally mogłaby żyć spokojnie, Lelouch planuje zemścić się za wszelkie wyrządzone im krzywdy.
Podczas walki w getcie Shinjuku między terrorystami a Imperium, przez przypadek staje się on świadkiem niecodziennego wydarzenia. W jego wyniku otrzymuje on od zielonowłosej nieznajomej potężną moc, Geass, które pozwala mu wydawać rozkazy każdemu, z kim nawiąże on kontakt wzrokowy. Tak też rozpoczyna się jego zemsta...


~Recenzja~
Wraz z serią recenzji popularnych produkcji nadszedł czas na słynne Code Geass. Było to moje drugie podejście do tego tytułu, jednak nie jestem w stanie Wam powiedzieć, kiedy dokładnie pierwsze z nich miało miejsce. Dobrych kilka lat temu anime to pojawiło się na moim ekranie, jednak tylko w ilości nieco ponad połowy odcinków. Biorąc pod uwagę, że obiecałam sobie pewnego dnia do tej serii wrócić, ciężko tutaj mówić o jakichś negatywnych emocjach kierowanych w jej stronę. Chęci na obejrzenie czegoś innego wydały się po prostu dużo większe, nawet jeśli dzielnie broniłam się przez te 14 bodajże epizodów. Z drugiej strony jednak, kto wie? Może zaciekawienie oglądaną historią czy bohaterami nie okazało się wcale tak duże, skoro tak dużo czasu zajęło mi zebranie się do niej ponownie? Warto zaznaczyć, że w tamtym czasie trwałam jeszcze w stanie kończenia wszystkiego, co tylko zaczęłam, więc zatrzymanie serii na takim etapie zdecydowanie musiało mnie kosztować sporo myślenia, a obietnica była tylko wymówką dla uspokojenia samej siebie. Tak czy inaczej, słowo zostało dane. Skoro powiedziałam sobie, że wrócę to wracam, a ta okazja jest po prostu zbyt idealna by z niej nie skorzystać ;)


Code Geass: Hangyku no Lelouch to anime, które ogląda się bardzo dobrze. Nawet jeśli z całą pewnością ciekawe, nie jest ono jednak idealne i gdyby popatrzeć na samą fabułę, czy może raczej na jej podkład, wcale nie zadziwia nadzwyczajnym pomysłem na historię, w której dwa narody walczą między sobą za pomocą potężnych maszyn, tutaj zwanych Rycerzami Mroku. To natomiast, co jest jej najlepszym i najmocniejszym punktem, to główny protagonista - Lelouch. To on tworzy to anime i sprawia, że staje się ono bardziej wyjątkowe. Nie można go nazwać bohaterem, bo pomimo iż prowadzi słabszych do zwycięstwa, kierują nim osobiste pobudki. Poza tym jego charakter... Zdecydowanie nie symbolizuje go niechęć do przemocy, jest dumny, zabójczo inteligentny, wręcz idealny tak, że można go za to znienawidzić. Jego umysł już sam w sobie mógłby posłużyć za główną broń, dzięki której doszedłby do swojego celu, jednak tutaj pojawia się kolejny, intrygujący element - Geass (stojąca za nim tajemnica to ogromnie ciekawy wątek, na który widz musi cierpliwe czekać, mam nadzieję, że do sequela ;)). Z takimi możliwościami Lelouch mógłby bez większych problemów podbić Imperium a może nawet cały świat, jednak całe szczęście, twórcy postanowili nam oszczędzić AŻ tak kiczowatej postaci. Lelouch bowiem z czasem nie okazuje się być już tak idealny jak na początku. Zdecydowanie doświadczamy jego osobistych porażek, posiada swoje słabe strony, pięty achillesowe, a pomimo umysłu nietypowego dla nastolatka, ma on osobowość. Nie jest on pustym geniuszem, który używa Geass na prawo i lewo, bo tylko zemsta mu w głowie. Widzimy jego stopniowy rozwój i to jak potrafi coś zrobić bez użycia cudownej zdolności. Moim zdaniem, bez względu na moją sympatię do niego, bo przyznaję trochę mnie jednak irytował, jest on naprawdę świetnym bohaterem wiodącym. Wcale nie Geass, które przecież pchnęło tę historię do przodu, ale Lelouch stanowi silnik tego anime, bez którego sukces tego tytułu byłby dużo mniej prawdopodobny. Mimo to, podczas oglądania cały czas towarzyszyło mi ciche uczucie niezadowolenia. Tak jak pisałam, anime to nie jest idealne. Nawet z Lelouchem łatwo zauważyć, że historia ta jest nieco naciągana, może nawet zdziecinniała, w wielu przypadkach nie trudno przewidzieć kolejne wydarzenia i choć nie brak momentów zaskoczenia i ciekawych zwrotów akcji, dzięki którym też tak dobrze się tę serię ogląda, nie pędzi ona z fabułą z niewiarygodną szybkością, potrafi od kilku odcinków powtarzać ten sam schemat, a ten przebrany już podkład ciągle się gdzieś tam ukazuje. Ma ona oczywiście też swoje mocne strony. Dla mnie osobiście ciekawym elementem była możliwość spojrzenia na obie strony konfliktu, a postaci poszczególnych grup, w bardzo przyjemny sposób się między sobą krzyżowały. Finał z całą pewnością mogłoby wkurzyć wszystkich tych, którzy nienawidzą kończenia serii w tak ważnym punkcie, ale trzeba przyznać, że trzymało ono w napięciu ;) Może nie jest to wciąż moja ulubiona seria ostatnich tygodni czy miesięcy, ale z chęcią zabiorę się za jakiś czas za kolejny sezon, wydany około półtora roku później.


Sami bohaterowie też zwracają uwagę, więc nie można powiedzieć, że poza Lelouchem i jego historią, reszta woła o pomstę do nieba czy ginie w jego tle. Widząc chociażby Suzaku, na pierwszy rzut oka to on pasuje na typową postać dla tego typu serii. Łagodny, dobroduszny, pomocny, silny, wierny, uczciwy, nieco naiwny... Z czasem jednak doszłam do wniosku, że gdyby to on miał być głównym bohaterem, serię tę prędzej czy później bym porzuciła i to wcale nie dlatego, że straciłaby ona na jedynych źródłach oryginalności. Jego zachowanie sprawiało, że ciężko było mi odgadnąć co tak naprawdę siedzi w jego głowie i co on chce w rzeczywistości osiągnąć - niekoniecznie dlatego, że jest on tak tajemniczą postacią, bo to byłoby wielkie kłamstwo. Wydał się dziwnie skomplikowany, podczas gdy cechuje go raczej prostota. Mówiąc o tajemniczości, powinno się wskazać C.C. Pojawia się od czasu do czasu, ma ogromny wpływ na Leloucha, podczas gdy widz nie wie kim tak naprawdę jest i co stanowi jej cel. Jej osobowość również bywa myląca. Do tego dochodzi jeszcze Geass, które od niej pochodzi, więc pomimo znikania co chwilę, zdecydowanie jest postacią bardzo ważną dla tej historii. Reszta postaci cóż... Jest raczej standardowa pod względem swoich charakterów i choć wykorzystanie niektórych z nich jest całkiem interesujące, osobowości takie jak chociażby Euphie, Toudou, Lloyd, Nunnally, Nina czy członkowie rodziny królewskiej, mnie nie zadowalają. Z tych bardziej lubianych przeze mnie postaci wymienić mogłabym Kallen, Ougiego, Rivalza. Podsumowując. Nie jest źle. Pomimo iż Lelouch jest tutaj najważniejszy i bez niego seria ta na pewno nie byłaby taka sama, nie obserwujemy tutaj sytuacji, w której rzuca on cień na resztę bohaterów. Reszta również ma co nieco do pokazania i choć o schematyczności większości z nich można by dość dużo napisać, mają oni ciekawy wkład w fabułę, a u co ważniejszych zdecydowanie widać przemyślenie. Na sam koniec tej kwestii wspomnę jeszcze o czymś, co może zainteresować wszystkich fanów seiyuu. Przy okazji recenzowania Mob Psycho 100 też o tym pisałam, a mianowicie - zbyt zauważalnie powtarzający się aktorzy. Normalnym jest by biorący udział w danej produkcji seiyuu zajmowali się czasem pomniejszymi rólkami, z wprowadzeniem pewnych poprawek w np. tonacji głosu. Mob Psycho 100 użyło bardzo charakterystycznych aktorów do kilku, całkiem istotnych postaci i to bez większych zmian, w związku z czym łatwo można było się tego dosłyszeć. Tutaj miałam wrażenie, że Sugiyamę Noriakiego (który już zawsze będzie dla mnie Sasuke) słyszę w co piątej roli i choć różnice były zauważalne, chyba zbyt duża ilość postaci spoczęła na jego barkach ;) Nie zdziwiłabym się gdyby inne głosy również się tak znacząco powielały, jednak moje uszy wychwyciły dla mnie najbardziej charakterystyczny głos.


Czas zająć się ostatnimi elementami do oceny Code Geass, czyli kwestiami technicznymi. Sunrise nie jest studiem często pojawiającym się na moim ekranie, jednak muszę przyznać, że kreska zaprezentowana nam tutaj jest bardzo charakterystyczna. Śliczne, pełne szczegółów postaci, bardzo wyraźne oczy, przyzwoite tła i animacje, bardzo ładne mechy... Projekty bohaterów (a zaraz po nich roboty) zdecydowanie stanowią najmocniejszy punkt tego anime, nawet jeśli jest jedna taka rzecz, które nie wszystkim może przypaść do gustu. Są one nienaturalnie smukłe, w tym warto zwrócić uwagę na ich nogi, które momentami wręcz wypadają bardzo nieproporcjonalnie, a nawet koślawo. Mnie osobiście to aż tak bardzo w oczy nie raziło, jednak było na tyle zauważalne, że wspomnieć o tym musiałam ;) W kwestiach muzyki jestem jak najbardziej zachwycona i uważam, że jest to praca warta wsłuchania (choć ciężko nie jest). Melodie świetnie podkreślały odpowiednie sceny, nadawały im charakter, no i idealnie spajały całość. Openingów zaproponowano nam aż trzy, podczas gdy endingów dwa. Pierwsza para to "COLORS" od FLOW (zdecydowanie mój faworyt) i "Yuukyou Seishunka" w wykonaniu niezwykle ciekawego zespołu Ali Project. Druga para, która mniej przypadła mi do gustu, to "Kaidoku Funou" od Jinn i "Mosaic Kakera" od SunSet Swish. Przez ostatnie dwa finalne epizody nastąpiła zmiana piosenki początkowej na "Hitomi no Tsubasa" (Access), która nieco odbiega stylem od pozostałych kawałków, ale nie uważam, by można to było uznać za minus. Kawałek jest przyjemny dla ucha i intrygujący.


~Podsumowanie~
Cieszę się, że w końcu spełniłam swoją obietnicę z przed tych kilku lat i już nie muszę pamiętać o Code Geass: Hangyaku no Lelouch jako serii kiedyś przerwanej, ale koniecznie do skończenia ;) Był to zdecydowanie jedyny taki przypadek, jeśli chodzi o moje animowe wybory w czasach bodajże gimnazjum, więc teraz z otwartą kartą mogę zająć się sequelem. Kiedy to będzie? Czas pokaże. Póki co mnie aż tak mi się nie spieszy, bo w swojej liście popularnych anime mam jeszcze dużo smacznych kąsków, ale podobnie jak Noragami: Aragoto postaram się je zrecenzować przy okazji jakichś innych recenzji ;) Myślę, że zdecydowanie warto, tak samo jak warto zapoznać się z tym tytułem, nawet pomimo pewnych niedociągnięć czy minusów, które ja osobiście zauważyłam. Mam natomiast do Was pytanie - czy sądzicie, iż Code Geass zawarło w sobie nieco nawiązań do historii?

Fabuła: 3,5/5
Bohaterowie: 3,5/5
Grafika: 4/5
Muzyka: 5/5
Ocena ogólna: 3,5/5

Ocena końcowa: 7,8/10
A Wy co sądzicie o Code Geass: Hangyaku no Lelouch?


Pozdrawiam
Kusonoki Akane

15 komentarzy:

  1. Pierwszy sezon CG całkiem lubię. Nie był to show pozbawiony wad, ale wciąż był zaskakująco udanym miksem kilku gatunków ze świetną muzyką i projektami mecha. No i bardzo podobało mi się, że sporo było w nim taktycznego myślenia i knucia ciekawych planów. Szkoda, że R2 z tego "taktykowania" zrezygnowało i pozmieniało wszystkich bohaterów w debili i hipokrytów.
    Jestem bardzo ciekaw, jak wypadnie ten nadchodzący, trzeci sezon.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? No nie, nie mów, że przez następne 25 odcinków będę cierpieć?! XD

      Usuń
  2. Chlipu, chlip. Jedno z pierwszych animców. Chlipu, chlip. Oglądałam to zaraz jak pooglądałam Death Nota. Z początku przeszkadzały mi te mechy, ale po czasie się chyba do tego przyzwyczaiłam. Lubię ten tytuł, a szczególnym smaczkiem są postaci wykreowane przez panie z CLAMPa <3 Te długie nogi o których wspominasz, to jeden z ich charakterystycznych znaków. :P Ogółem CLAMP jest bardzo charakterystyczny i specyficzny. Ja go nawet lubię, chociaż momentami w CG postaci wyglądały jak kosmici. xD
    Trochę może i nawiązań jest, w Końcu Imperium Brytyjskie i te sprawy... Ale na ile jest to oparte o historię, a na ile fikcją? Ciężko mi teraz, cokolwiek na ten temat stwierdzić, bowiem już kilka ładnych lat minęło od mojego pierwszego obejrzenia CG. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przypadku projektów postaci warto wspomnieć również, że CLAMP odpowiadał tylko za ich oryginalny zarys. Przeniesieniem ich na ekran zajął się bowiem słynny projektant postaci - Takahiro Kimura - który działał również przy takich seriach jak m.in "King of Braves GaoGaiGar", "Variable Geo", "Gun x Sword", czy też "Dirty Pair Flash".

      Usuń
    2. Typowo oparte nie jest, bo inaczej można by to anime wziąć wręcz pod historyczne gatunkowo, ale moim zdaniem również te nawiązania były. Taka trochę propaganda z tego jakby wyszła, choć może to złe słowo... Ach nie wiem, a też nie znalazłam wielu odnośników do tego tematu czy dyskusji :(

      Usuń
    3. Lore świata jest tragicznie wyjaśniony, generalnie tl;dr, to świat po rewolucji francuskiej, Napoleon zdobywa Europę a Brytole uciekają do Ameryki.

      jak się Britannia rozrosła? Nie wiadomo, magija.
      Co z Australią, magija.

      Meh...

      Usuń
  3. Słyszałam o tym ale jeszcze nie ogladałam.
    ciekawa recenzja jak zawsze.
    pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za opinię! :D Również pozdrawiam!

      Usuń
  4. Mam tę serię ściągnięta na dysk, ale nie mogę się za nią zabrać! A ściągnęłam ją... 2 lata temu? Zawsze znajdzie się coś bardziej interesującego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam na dzień, w którym mój folder z takimi seriami będzie kiedyś pusty, haha! :')

      Usuń
  5. Ach, Code Geass... Jedna z pierwszych serii, które zaczęłam ze słyszenia kojarzyć, kiedy na początku gimnazjum pierwszy raz się otarłam o mangoanimce, i naprawdę jestem ciekawa, jakbym ją wtedy odebrała. Ale obejrzałam ją dopiero w tym roku (też na razie tylko pierwszy sezon, drugi czeka na swoją kolej) i zostałam z uczuciami bardzo mieszanymi. Łatwiej by chyba było wymienić rzeczy i postacie, które mnie w tym anime *nie* wkurzały (zwłaszcza Luluś wzbudził moją gorącą nienawiść już pierwszą swoją sceną, a potem było tylko gorzej) i ogółem uważam, że kompletnie nie zasługuje na swoją popularność. Z drugiej strony doskonale rozumiem, skąd się ta popularność wzięła, bo nawet ja z czasem mniej pamiętam, że przy każdym pojawieniu się głównego bohatera ciśnienie leciało mi do góry ;p, a bardziej, że działo się w CG może i nie zawsze sensownie, ale dużo i efektownie, i że mimo ciągłego oscylowania między irytacją a wściekłością jakoś tak przyjemnie mi się to oglądało i chciałabym więcej (chociaż lepiej bez Lulusia). Myślę, że jak już obejrzę drugi sezon będę musiała sobie całość odświeżyć i na spokojnie stwierdzić, co właściwie o tym animcu sądzę. Bo na razie wiem na pewno tylko tyle, że z jakichś niewyjaśnionych powodów uwielbiam Euphemię <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach ten Luluś... Jego imię doprowadza mnie do śmiechu za każdym razem, gdy je słyszę :D W połączeniu z tymi scenami, w których niczym uczestnik tap madl zakrywał sobie teatralnie twarz... No kozak! Mnie się z całą pewnością odświeżać serii by nie chciało, nawet gdyby był to tylko jeden sezon, bo na to zasługują u mnie w 99% tylko te tytuły, które moim zdaniem są świetne i warte mojego czasu jeszcze raz. CG, choć tak jak piszesz oglądało się dobrze i zachęcało do dalszych odcinków, do pozostałego procenta się niestety nie zalicza i myślę że "obowiązkowe" obejrzenie raz w zupełności wystarczy.

      PS: Jakbyś mogła sprawdzić maila to byłabym bardzo wdzięczna ;)

      Usuń
  6. Było to jedno z moich wcześniejszych (choć nie tych najbardziej) anime i zrobiło na mnie wtedy spore wrażenie. Obiecuję sobie, że kiedyś jeszcze wrócę do tej serii, ale jak na razie się tak nie stało. Lubię muzykę z "Code Geass" a do nienaturalnie smukłych postaci szybko przywykłam. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Howdy very nice blog!! Guy .. Excellent .. Amazing ..
    I will bookmark your site and take the feeds also?
    I am satisfied to find numerous useful info here in the publish, we'd
    like work out more strategies in this regard, thanks for sharing.
    . . . . .

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeciętna seria, zbyt przehajpowana przez ludzi, którzy lubią coś w rodzaju Death Note i jednocześnie boją się mechów.

    >hoć nie brak momentów zaskoczenia i ciekawych zwrotów akcji, dzięki którym też tak dobrze się tę serię ogląda, nie pędzi ona z fabułą z niewiarygodną szybkością

    Zobaczysz R2 i inaczej będziesz śpiewać, te walki tam będą już absurdalnie żenujące. Jeszcze jak np obejrzało się Patlabora przed tym, to ma się ochotę ludziom z Sunrise przywalić w łeb za to, co odwalili od akcji na stadionie do samego końca bajki, czyli R2.

    OdpowiedzUsuń