2016-06-26

078. "Shouwa Genroku Rakugo Shinjuu", czyli zimowego podsumowania cz.XII

"Shouwa Genroku Rakugo Shinjuu"

Data premiery: 08.01.2015
Czas trwania: 01 x ok 48 min + 12 x ok. 25 min
Gatunek: Dramat, Josei, Okruchy życia
Studio: Studio DEEN
Bazuje na: Manga

~Opis fabuły~
Po odsiedzeniu swojej kary w więzieniu były członek mafii Yotarou pragnie rozpocząć nowe życie z dala od kłopotów, a czym bliżej rakugo - werbalnych przedstawień, w których gawędziarz w pojedynkę opowiada komiczną historię, wcielając się w rolę od dwóch do kilku różnych postaci. Bez namysłu udaje się więc do mistrza Yuurakutei Yakumo, którego występ zainspirował go do owej sztuki. Jako świeżo upieczony uczeń poznaje on w jego domu Konatsu, młodą kobietę i córkę zmarłego Sukeroku, przyjaciela Yakumo z przyszłości. Yotarou bardzo szybko okazuje zainteresowanie występami byłego gawędziarza, a widząc to, w Yakumo odradzają się wspomnienia ich wspólnego życia...



~Recenzja~
No dobrze... Dzisiejsza recenzja jest prawdopodobnie tą, której najbardziej nie mogłam się w tym podsumowaniu doczekać. Naprawdę chciałam ten tytuł dla Was zrecenzować i gdyby nie to, prawdopodobnie zostawiłabym go sobie na dużo później, bo przecież tyle innych wiosennych serii czeka na swoją kolej... Już wiem, że bardzo bym tego żałowała. Już po pierwszym odcinku "Shouwa Genroku Rakugo Shinjuu" odliczałam epizody, aby w końcu móc coś tutaj wypocić. Zabawne, bo tak naprawdę oglądana historia sprawiła mi tyle radości, że kiedy w końcu dotarłam do jej wyczekiwanego zakończenia, najzwyczajniej w świecie się popłakałam - smutno mi było, że mimo wszystko to już koniec. Pocieszał mnie fakt, że czeka mnie jeszcze drugi sezon, ale nawet jeśli... "Shouwa Genroku Rakugo Shinjuu" było naprawdę dobrym anime. Wstęp ten piszę po raz drugi, gdyż pierwszy napisałam już niemalże zaraz po rozpoczęciu serii. Koniec końców i tak najlepiej jest pisać po zakończeniu, chociaż wtedy nie brzmiał on już nieco jak podsumowanie... Cóż, nic nie poradzę na to, że jedno z ostatnich tytułów w tym sezonie, zrobiło na mnie tak ogromne wrażenie :) Jak to zostało powiedziane: kiedy josei pojawia się w spisie gatunkowym, trzeba się za nie zabierać, bo taka okazja nie zdarza się często. Taka prawda, ale jak może pamiętacie, moje nastawienie do tej serii było z początku bardzo neutralne, być może nawet odrobinkę sceptyczne i nawet pomimo tej niepisanej zasady, nie zakładałam jej pewnego miejsca w mojej liście. Jak widać, okazało się zupełnie odwrotnie, a to wszystko za sprawą jednej sceny...


Czas trwania pierwszego odcinka został podwojony aż do 48-u minut. Nie powiedziałabym, że jestem wielką fanką takiego zabiegu, jednak trzeba przyznać, że w tym przypadku było to posunięcie może nie niezbędne, ale niezwykle pomocne. Cóż, sama muszę się Wam przyznać, że w momencie poznawania tego tytułu po raz pierwszy, nie obejrzałam go do końca. Od początku zakładałam, że nawet jeśli "Shouwa Genroku Rakugo Shinjuu" okaże się serią wartą zobaczenia, zrobię to co najwyżej po jej zakończeniu, więc tak czy inaczej, czekałoby mnie to ponownie. Nie będę udawać, że tak nie było, bo naprawdę nie dawałam tej serii wielkich szans, być może dlatego, że jak pisałam w zapowiedziach (>>tutaj<<) kompletnie nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Może ta niewiadoma mnie przytłoczyła...? Jednak wszelkie moje obawy zniknęły jak za pęknięciem mydlanej bańki, kiedy Yotarou zaprezentował swoje pierwsze rakugo - historię głupawego złodziejaszka, próbującego przypodobać się swojemu szefowi. Gdybyście zapytali mnie wcześniej, czy kiedykolwiek doświadczyłam czegoś podobnego, musiałabym się dobrze zastanowić. Nie mam wątpliwości, że coś takiego mogłoby być tylko możliwe przy seriach z gatunku muzyki czy innej sztuki, ale uwierzcie mi na słowo - rakugo wciągnęło mnie w swój świat w ciągu dosłownie kilku minut. Już nawet nie fabuła, ale możliwość zobaczenia innych występów bohaterów była dla mnie wystarczająco przekonującym argumentem, by nie skreślać "Shouwa Genroku Rakugo Shinjuu". Coś wspaniałego i magicznego, co pozwoliło mi się poczuć jak jeden z widzów siedzących na widowni przed sceną. Śmiać się wtedy kiedy oni, wsłuchiwać się w słowa w tym samym czasie, przeżywać te same emocje... Klimat nie do opisania i każdemu życzę takich samych wrażeń. No a skoro o klimacie mowa, w pierwszym odcinku odczuć go można było naprawdę wyraźnie, z drugiej strony, naprawdę ciężko było znaleźć skąd tak właściwie pochodzi i jak powstaje. Kolejny element, który trudno było mi wtedy wytłumaczyć, a jednak miało się wrażenie, że to wcale nie jest początek nowej historii. Jest to tak właściwie środek, gdzie bohaterowie nie są dla nas niczym nowym, a mimo to wciąż czuć nadchodzące wątki tajemnicy/dramatu.intrygi. Być może było to operowanie czasem, które niezauważalnie płynęło całkiem szybko, jednak po obejrzeniu wszystkich odcinków pierwszego sezonu mogę powiedzieć, że nie były to odczucia przypadkowe, a doskonale przemyślany zabieg twórców. Wstęp do "Shouwa Genrku Rakugo Shinjuu" jest bowiem tak naprawdę kontynuacją również zupełnie innej historii, której pełne zrozumienie i wartość dojdzie do widza dopiero wtedy, kiedy pozna historię nie Yotarou, a Yuurakutei Yakumo, do którego zwrócił się po nauki. Po zobaczeniu kilku screenów z odcinków nie trudno było mi się domyślić, że po wyczerpującym rozpoczęciu, fabuła przeniesie się kilkanaście/kilkadziesiąt lat wstecz. Mimo to byłam niezwykle ciekawa czekającej mnie historii, gdyż postać Yakumo jak i wydarzenia pierwszego epizodu, skutecznie do tego zachęcały. Nastawienie do pana Yakumo prawdopodobnie zmieniłam w owym odcinku jakieś kilka razy. Słysząc, iż jest on mistrzem, który nie przyjmuje nikogo na uczniów, wyobraziłam sobie zapyziałego dziadygę, starego pryka jak wolicie, który ma w nosie otaczających go ludzi rzecz jasna z bliżej nam nie znanych powodów. Tym czasem niecałe kilka minut później, okazuje się, że przyjmuje on Yotarou niemalże z otwartymi ramionami i bez żadnego problemu, co od razu poprawiło moje zdanie na jego temat do z zewnątrz nieco zimnego, ale wewnątrz naprawdę ciepłego sercem staruszka. Oczywiście dalsze wydarzenia tego długiego odcinka sprawiły, że pomyślałam sobie "Nie! Jednak kawał z niego wrednego dziada!, a jeszcze później "A może jednak nie jest on wcale taki zły..." i tak jeszcze parę razy... Generalnie kolejny bohater z serii "raz go lubisz, raz nienawidzisz" stojący u boku Kanie z "Amagi Brilliant Park" (>>recenzja<<) ;) Do tego jeszcze dodam postać Konatsu, która jak wiecie z opisu fabuły, jest córką zmarłego Sukeroku, dawnego przyjaciela Yakumo. Obecnie jest ona pod jego opieką, jednak ich kontakty z jakiegoś powodu nie są najlepsze, a podejrzenia względem starca jeszcze podsycają krzyki dziewczyny: "To ty zabiłeś mojego ojca!"... O co chodzi? Po to właśnie, już od następnego odcinka, śledzić będziemy przeszłość Yuurakutei Yakumo i jego drogę do zostania wielkim mistrzem rakugo.


Naprawdę grzechem byłoby Wam zbyt dużo zdradzić, dlatego ograniczę się jedynie do drobnego komentarza na temat dwójki głównych bohaterów - Bon'a czyli właśnie późniejszego Yakumo (Yakumo to imię przejmowane z pokolenia na pokolenie, symbolizujące jakby rangę rakugo), poważnego, spokojnego, bardzo przystojnego chłopca oddanego pod opiekę ówczesnemu mistrzowi Yuurakutei, oraz Shin'a, przybłędę zakochaną w sztuce rakugo, który jak pewnie się domyślacie, stał się właśnie niejakim Sukeroku. Dwa zupełnie odmienne charaktery, które połączyła miłość do gawędzenia - rzecz jasna była to bardzo długa i ciężka droga, o której poznanie musicie zatroszczyć się już sami ;) Z początku można by uznać ich za postaci nieco standardowe, których relacje, przewidując również zakończenie, niczym nie wyłamują się spod typowych schematów. Nic bardziej mylnego. Może i ich osobowości faktycznie mogą przypominać nam masę innych bohaterów z różnych anime, poznając krok po kroku ich dalsze kroki nie trudno zauważyć i przyznać, że zostali oni naprawdę przemyślani - a zdecydowanie Bon, który jest narratorem owej historii. Ich "związek" (proszę, nie pomyślcie sobie, że to jakieś yaoi ;o) wcale nie okazał się typowym, a im bardziej się w niego zagłębiamy, tym trudniej uwierzyć w zakończenie, które przez słowa Konatsu, ciągle chodzi widzowi z tyłu głowy. No ale jak to się wszystko skończyło, ja już Wam nie powiem, jednak jedno mogę Wam zagwarantować - fabuła "Shouwa Genroku Rakugo Shinjuu" jest naprawdę świetna. Ciekawa, wciągająca, przemyślana, łącząca wątki w zgrabną i intrygującą całość, doprawiona doskonałym rakugo, no i ten klimat... Josei jak się patrzy i tak dobrego anime aż żal nie obejrzeć. Bohaterowie zaskakują swoją nietuzinkowością. Yotarou i Konatsu już zostawię sobie na kolejny sezon, bo to o nich za pewne będzie głównie opowiadał, ale Bon, Shin czy nawet kobieca postać, Miyokichi, okazały się prezentować sobą coś znacznie więcej, niż na pierwszy rzut oka można było założyć. W dodatku doskonała robota głównych seiyuu - Ishida Akiry i Yamadery Kouichi'ego... Gdybym mogła wskazać jedną rzecz, która nieco mi zgrzytała byłoby to zakończenie wątku Sukeroku i Kikuhiro (późniejsze imię Bon'a, jeszcze przed Yakumo). Coś mi w nim nie przypasowało, ale mimo to jestem naprawdę bardzo zadowolona. Może później okaże się, że tak właśnie musiało być (od razy dodam, że nie mam pojęcia jak się to ma do fabuły pierwowzoru), ale nawet jeśli ja osobiście rozwiązałabym to odrobinkę inaczej, i tak nie spodziewałam się akurat takiego obrotu spraw. No i w końcu to nie ja jestem autorką tej fabuły ;) W życiu nie mogłabym marzyć od tak dobrze stworzonej i poprowadzonej historii, a nie licząc tego nie do końca trafiającego do mnie zakończenia, jest to w pełni zasłużone 5/5.


Jeśli chodzi o grafikę - moim zdaniem jest nieco nierówna, ale też nie można jej odmówić pewnego zróżnicowania. Nierówna pod tym względem, że twarze postaci nie są zawsze idealne i im postać mniej ważna, tym mniejszą specjalnością i dopracowaniem się cechowała. Powiedziałabym również. że projekty głównych bohaterów bardzo wyróżniają się na tle innych (bardzo przypominały mi inne anime, tylko za Chiny nie potrafiłam sobie przypomnieć jakie dokładnie - tytuł mam na końcu języka...!). Z jednej strony to dobrze, bo widać, że autorzy przyłożyli się jak tylko mogli do tego co trzeba, ale z drugiej strony, widząc naprawdę nieźle prosperującą oprawę graficzną, trochę żal dostrzegać rozjeżdżające się czy zupełnie nie przykuwające uwagi rysy u chociażby widowni. Zróżnicowanie natomiast należy głównie do teł, które muszę przyznać, są jednym z najlepszych elementów technicznych serii. Pomieszczenia i budynki narysowane zostały z odpowiednią dozą szczegółów, a że ubarwione zostały w sposób niejednolity i niewyrównany, dają naprawdę ciekawe wrażenie. Co do natury mam mieszane uczucia, gdyż raz potrafiły naprawdę zachwycić swoją szczegółowością i "artystycznym niechlujstwem", a raz wyglądały jak brudna plama bez wyrazu i uroku. Tutaj również zaobserwować można pewną niestałość, gdyż raz w oczy rzuca się właśnie ta odrobina urokliwego niedopracowania, a raz naprawdę wygładzonych krawędzi i wręcz śliskich powierzchni. Co do animacji mam naprawdę podobne zdanie. Co prawda nie było to walk i w ogóle wielu scen, w których można by się nimi jakoś wykazać, ale i tak uważam efekt za przyzwoity. Czasami coś tam zgrzyta, czasami wszystko pięknie i płynnie przechodzi, ale generalnie błędy nie rzucają się aż tak bardzo w oczy. Trzymają poziom reszty elementów. Ogólnie rzecz biorąc grafika "Shouwa Genroku Rakugo Shinjuu" przykuwa wzrok, a przy tych najpiękniejszych momentach, naprawdę zachwyca. Więcej laurów zbierze natomiast soundtrack, który moim skromnym zdaniem, nie tylko zawiera w sobie masę świetnych melodii utrzymanych z połączenia odrobinę jazzu, klasycznych nut i tradycyjnych, japońskich dźwięków (zróżnicowanie, na które warto zwrócić uwagę, bo nie codziennie można go posłuchać ;)), ale także wykazał się ogromnym przemyśleniem i tutaj brawa dla autorów i odpowiedzialnych za to członków załogi. Odpowiednie sceny doskonale podkreślone odpowiednią muzyką, a tam gdzie potrzebna była cisza, faktycznie cisza została zachowana. Coś czego obrazem pokazać nie było można, idealnie dopełniał OST, wprowadzając niezastąpiony nastrój, charakter i klimat. Wiele soundtracków w tym sezonie przypadło mi do gustu, ale chyba ten jako jedyny pokazał nie tylko piękną i subtelną zawartość, ale także jego naprawdę mądre i uszczegółowione wykorzystanie. Dla takiej oprawy dźwiękowej naprawdę warto oglądać anime i się w nie wsłuchiwać :) Opening, z początku słyszany w roli endingu pierwszego odcinka, został widzowi oficjalnie pokazany dopiero w epizodzie trzecim. Cóż, chyba wolałabym, żeby endingiem pozostał, bo nie miałabym większych wątpliwości który uznać za mój ulubiony w tym sezonie (openingów mam już ogromną ilość!), ale tak czy inaczej piosenka "Usurai Shinjuu" w wykonaniu Hayashibary Megumi (podkładała również głos Miyokichi) jest wisienką na torcie "Shouwa Genroku Rakugo Shinjuu". Doskonale wpasowała się w całość, tak samo zresztą jak ending, który o dziwo, okazał się być jedynie melodią ("Kawa, Taredoki" - Kana Shibue --> kompozytorka OSTu). Nie jest to popularny zabieg w anime, ale jak najbardziej godny uwagi :)


~Podsumowanie~
Mam nadzieję, że wszystkie moje zachwyty nad "Shouwa Genroku Rakugo Shinjuu" udało mi się w dzisiejszej recenzji dla Was opisać, ale wiadomo - czym są słowa jednej dziewczyny, jeśli można samemu się o tym przekonać? ;) Serdecznie wszystkich do tego zachęcam. Jest to josei, więc zauważcie, że jest to mimo wszystko anime spokojniejsze i poważniejsze, ale co ważniejsze jest to JOSEI, które trzeba brać, choćby w ciemno, haha! Według mnie jest co oglądać i nawet bez wiedzy na temat gatunków, uznałabym ten tytuł za bezwarunkowy must-watch tego sezonu. No a teraz trzeba tylko oczekiwać informacji o kontynuacji, za którą na pewno się zabiorę, choćby znowu po jej zakończeniu (dla wygodniejszego odbioru, o ile moja ciekawość mi pozwoli ;)). W takim razie do zobaczenia przy następnym spotkaniu z "Shouwa Genroku Rakugo Shinjuu" ;)

Fabuła: 4,75/5
Bohaterowie: 5/5
Grafika: 4/5
Muzyka: 5/5
Ocena ogólna: 5/5

Ocena końcowa: 9,5/10
A Wy co sądzicie o "Shouwa Genroku Rakugo Shinjuu"?


Pozdrawiam
Kusonoki Akane

8 komentarzy:

  1. Jak. Jak to robisz, że piszesz tyle fajnych recenzji i oglądasz tak wiele anime ;_; Szacunek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha dziękuję :) Sama się zastanawiam.. Po prostu to lubię :D

      Usuń
  2. Mnie przekonuję kreska, jestem na tym punkcie wyczulona. ;) Nierówna, ale w tym grafikach tego nie widać. ;) Fabuła też zachęca, więc tym lepiej ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano nie widać, bo gify wybierałam co ładniejsze :) Również pozdrawiam i polecam!

      Usuń
  3. Po samym opisie animu raczej nic nie przykuło mojej uwagi. Tak sobie pomyślałam: "w zasadzie o czym to jest?". Ale skoro tak ciepło o nim piszesz, coraz bardziej mnie przekonujesz do obejrzenia chociażby pierwszego odcinka. Nie wiem czego się spodziewać, obym się zaskoczyła! Graficznie wygląda ciekawie, lubię tego typu kreskę. Bardziej martwi mnie fabuła, ale z doświadczenia wiem, że często z góry skreślane przeze mnie serie okazały się perełkami. Spróbuję ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też z początku nie wiedziałam, czego się spodziewać, ale jak widzisz - urzekło mnie całkowicie :D Naprawdę polecam!

      Usuń
  4. Nie mogę się już doczekać 2 sezonu!

    OdpowiedzUsuń