2016-07-24

085. "Bungou Stray Dogs", czyli wiosennego podsumowania cz. III

"Bungou Stray Dogs"

Data premiery: 06.04.2016
Czas trwania: 12 x ok. 24 min
Gatunek: Akcja, Nadprzyrodzone, Komedia, Tajemnice
Studio: Bones
Bazuje na: Manga

~Opis fabuły~
Po tym jak Atsushi zostaje wyrzucony z sierocińca, życie na własną rękę, bez domu, pieniędzy czy jedzenia zmusza go do podjęcia drastycznych środków - kradzieży. Okazja do zdobycia jakiegoś grosza nadarza się nad rzeką, kiedy wraz z nurtem dostrzega płynące nogami do góry ciało. Nie mogąc zostawić biednego, topiącego się człowieka na pastwę losu, heroicznie ratuje go przed pewną śmiercią. Okazuje się nim być niedoszły samobójca, Dazai Osamu, a owe spotkanie skutkuje udzieleniu pomocnej dłoni przez Atsushiego prywatnym detektywom ze Zbrojnej Agencji Detektywistycznej, poszukującym pewnego tygrysa...



~Recenzja~
O "Bungou Stray Dogs" wiedziałam już od zapowiedzi sezonu zimowego 2015/2016, gdyż początkowo właśnie wtedy miał on mieć swoją premierę. Już wtedy byłam bardzo zainteresowana owym tytułem, bo jak wiecie, fabuły o bohaterach z nadprzyrodzonymi zdolnościami zawsze chętnie goszczą na moim ekranie, jednak okazja do zobaczenia go nadarzyła się dopiero na Wiosnę 2016, po przesunięciu początkowego terminu o kilka miesięcy. Nie powiedziałabym, żebym aż tak bardzo nad tym faktem ubolewała, ale z dużym zainteresowaniem zabrałam się za pierwszy odcinek, który już od pierwszych minut zdążył wyprowadzić mnie z błędu, jakim było mylne postrzeganie charakteru tej serii. Wcześniej nie było nawet żadnej wzmianki o humorze "Bungou Stray Dogs", myślałam więc, że będzie on utrzymywany w bardziej ponurych i poważniejszych tonach. Tym czasem okazało się, że mamy tutaj do czynienia ze znacznie zabawniejszą, niż można się było tego spodziewać, komedyjką o grupce detektywów ze Zbrojnej Agencji Detektywistycznej, którzy dzięki swoim umiejętnościom rozwiązują te sprawy, których policja nie jest w stanie na własną rękę rozwiązać...


Atsushi, Dazai i Kunikida to pierwsza trójka bohaterów, którą przyjedzie widzowi na wstępie poznać. Zacznijmy od pierwszego z nich, czyli sieroty pozbawionej miejsca do spania, opieki czy jedzenia - Nakajimy Atshushi'ego, którego całe życie zmienia się po spotkaniu wyżej wymienionej dwójki. Ten bojaźliwy i niepewny siebie chłopiec zdaje się bowiem mieć jakieś powiązanie z poszukiwanym przez nich tygrysem, który w momencie jego przybycia do Yokohamy, również pojawia się w mieście. Przestraszony Atsushi, przekupiony nagrodą za głowę tygrysa, postanawia pomóc Agencji i tym samym zakończyć swój strach przed śledzącym jego każdy krok potworem. Pewnie już domyślacie się jaki finał towarzyszył owemu polowaniu, ale pozwólcie, że mimo wszystko nie zdradzę tego tak jawnie i otwarcie. Koniec końców jednak Atsushi dołącza do Agencji i tak też rozpoczyna się jego nowe życie pełne niebezpieczeństw, walk i intryg. A to wszystko za sprawą Osamu Dazaia, użytkownika zdolności zwanej "Dehumanizacją" (pominę wyjaśnianie na czym ta umiejętność polega, bo zabrałabym Wam tym całą frajdę dowiadywania się tego podczas seansu ;)). Ten niepozorny, mający bzika na punkcie samobójstwa, nieco dziwaczny i głupawy detektyw okazuje się być całkiem ważną osobistością w Agencji, czyli w sumie nic odkrywczego jeśli wziąć to pod pryzmat wielu innych, podobnych postaci. Kunikida Doppo (zdolność: "Samotny Poeta") natomiast, jako jego partner musi wykazywać cechy od niego zupełnie odmienne, czyli zorganizowanie, obsesyjne trzymanie się swoich zasad i ideałów, traktowanie wszystkiego z powagą... Połączenie mało oryginalne, na co dzień pełne kłótni, w walce doskonale współpracujące, ale jednego im odmówić nie można - połączenie seiyuu Miyano Mamoru z Hosoyą Yoshimasu wypadło genialnie i wreszcie do roli pana Mamoru nie miałam żadnych zastrzeżeń. Uwielbiam go, ale momentami naprawdę ciężko jest mi się wyzbyć tego dziwnego wrażenia słysząc jego głos u bohaterów według mnie do tego w ogóle nie pasujących - mimo wszystko pasuje on doskonale do takich śmieszkowych dziwaków, a jak jeszcze dodać do tego Hosoyę, którego również uwielbiam... Jestem w niebie! Wraz z dalszą fabułą przyjdzie nam jeszcze poznać kolejnych członków Zbrojnej Agencji Detektywistycznej, a także głównych antagonistów pierwszego sezonu, czyli Portową Armię z potężnym i niebezpiecznym Akutagawą na czele. Tak więc przejdźmy do ogólnego komentarza na temat bohaterów. Tak jak już zdążyłam wspomnieć przy Dazaiu i Kunikidzie, postaci nie cechują się wielką oryginalnością i niestety podkreślają to również inni bohaterzy. Atsushi, niby taka ciepła klucha i tchórz, a jednak stawia na szali swoje życie dla dobra innych. Z każdym odcinkiem niemalże przyszło nam wysłuchiwać jego lamentów na temat swojej beznadziejności, a jednak standardowo nie było to przeszkodą dla wygranej walki czy chociażby ujścia z niej żywemu za sprawą jego genialnego pomysłu. Przykład postaci, która nie zdolnościami fizycznymi (choć i tutaj wydaje się mu niczego nie brakować) a sprytem i umiejętnością myślenia nadrabia do bardziej doświadczonych przeciwników. Idąc dalej mamy pochodzącego ze wsi, dobrodusznego i szczerego Kenji'ego, geniusza w rozwiązywaniu zagadek Ranpo, dziwaczkę Akiko czy zwykłego, niczym nie wyróżniającego się Tanizakiego... Generalnie nic nowego i niezwykłego. Również czarny charakter, Akutagawa, nie spełnił moich oczekiwań, nie mówiąc już o całej Portowej Mafii, która została według mnie nieco pominięta. Jak na kogoś, kogo trzeba było się bać, wypadł nieco blado i nijako. Nikogo jakoś specjalnie nie polubiłam, Dazai co prawda był zabawny i najciekawszy z nich wszystkich za sprawą jego przeszłości i kompetentności (co prawda wszystko do przewidzenia łącznie z jego wcześniejszym zawodem), ale to nie sprawi, że ocena bohaterów podskoczy w górę. Zbyt schematycznie i typowo.


Pierwsze dwa odcinki były według mnie naprawdę sympatyczne - zabawne i z pewną dozą akcji, zdecydowanie można było zainteresować się dalszym oglądaniem. Później jednak, z każdym kolejnym odcinkiem, mój entuzjazm zaczął stopniowo zanikać. Humor, który z początku był dla mnie przyjemnym elementem zaskoczenia, po pewnym czasie zaczynał irytować swoją głupotą oraz wiekowymi już i wymęczonymi żartami, które nie były w większości śmieszne. Następnie odniosłam wrażenie, że fabuła skacze pomiędzy wątkiem głównym, a tymi pobocznymi, co czyniło akcję bardzo chaotycznie zbudowaną, nie licząc już do tego jej epizodyczności. Koniec końców ciężko było stwierdzić jaki cel niesie za sobą "Bungou Stray Dogs", a to czym zdawało się kierować przez cały czas, nagle przestało mieć większe znaczenie w ostatnich odcinkach. No dobra, do czegoś tam doprowadziło, ale nie zmienia to faktu, że całość wypadła dość nieestetycznie i mało interesująco, nie mówiąc już o przewidywalności. Może autorzy chcieli dzięki temu uniknąć monotonni, ale według mnie zabrali się do tego nieco złą ścieżką. Dobrze jednak, że akcja nie skierowała się w stronę pojedynczych walk pomiędzy członkami Agencji a Portowej Mafii, tak jak to chociażby było w "Bubuki Buranki" (>>recenzja<<), ale jak już pisałam w poprzednim akapicie, Portowa Mafia sama w sobie została nieco fabularnie pominięta. Szykuje się drugi sezon (na jesień bodajże, ale sama wciąż nie wiem czy się za niego zabiorę...), więc może tam co nieco się w tych kwestiach poprawi. Idąc dalej miałam ogromne wrażenie, że autorzy nie dość, że skaczą pomiędzy wątkami, to jeszcze niektóre pomijają. Nie zdarzało się to tak często, ale czasami miałam wrażenie zatrzymać odcinek i się zastanowić, czy aby na pewno coś zostało wcześniej wyjaśnione czy pokazane. Co do zakończenia, musiałam sprawdzić czy to aby na pewno ostatni odcinek. No nie wiem, wydało mi się jakoś takie mało konkretne, zwłaszcza, że rozpoczęto w nim kolejny wątek czy może bardziej etap fabuły. Wiadomo - dla zainteresowania widza, ale mimo wszystko, nie do końca mi to odpowiadało. To taki mały szczególik na tle reszty minusów, ale skoro nieco sobie już ponarzekałam, napiszę kilka słów o tym, co mi do gustu przypadło, a mianowicie - wątek Dazaia i jego uczniów. Zdradzać Wam nie będę nic, ale pomimo tego, że nie było to nic nowego i oryginalnego, jakaś intryga i tajemnica zakradła się do fabuły, co mnie osobiście naprawdę ucieszyło. W końcu coś z sensem, a SPOILER animacja endingu (bardzo ładna, acz prosta zresztą) znalazła swoje wytłumaczenie ;) SPOILER



Z początku naprawdę zachwycałam się grafiką - te tła, animacje i dokładność były naprawdę godne pochwały, aczkolwiek jak na te elementy nie mam wiele do narzekania, a delikatnie "postrzępiona" kreska wyglądała bardzo ciekawie, tak zakradł się pewien, karygodny według mnie, błąd, o którym trzeba wspomnieć i wyciągnąć jakieś konsekwencje. A mianowicie: zanikające twarze. Z dalszej perspektywy twórcy nawet nie męczyli się z ich rysowaniem - po prostu ich nie było. Daje to bardzo mylące wrażenie odnośnie emocji kierujących bohaterami (czasami można to uznać za dezorientacje, prawda?), a to z kolei bardzo wpływa na ogólny obraz "Bungou Stray Dogs". Jeden minus, a taki znaczący. Soundtrack nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia czy to podczas oglądania, czy przesłuchiwana na spokojne. Szczerze mówiąc był trochę dziwny. Zróżnicowany pod względem muzycznym, ale mogłabym pokłócić się nieco na temat słuszności oprawy muzycznej w niektórych scenach. Opening ("Trash Candy" - GRANRODEO) bardzo w stylu zespołu, który go wykonał, ale nawet jeśli pozytywnie kojarzy mi się on z "Kuroko no Basuke", do ich muzyki nie pałam już takim entuzjazmem, gdyż zdarza się, że dopiero po jakimś czasie przypada mi do gustu. Tak też było i tym razem, więc większą moją uwagę przykuł przepiękny i spokojny ending ("Namae wo Yobu yo" - Luck Life). Śliczny i nie wiem nawet, czy nie najlepszy w tym sezonie ;)


~Podsumowanie~
"Bungou Stray Dogs" trochę mnie rozczarowało, nie będę ukrywać. Spodziewałam się czegoś przynajmniej sympatycznego i przyjemnego w oglądaniu, a tym czasem więcej irytacji niż zabawy dostarczały mi oglądane odcinki. Seria sama w sobie ma dość pozytywną ocenę na MALu, ale mnie niestety nie porwała. Za bardzo przewidywalna, za bardzo schematyczna i nieco zbyt chaotyczna. Oczywiście nie zrozumcie mnie źle - dało się to oglądać i nie było aż tak źle jak np. w przypadku "Divine Gate" (>>recenzja<<), jednak moim zdaniem była to jedna z gorszych produkcji, za jakie się w tym sezonie zabrałam i oczekiwałam od niej czegoś znacznie lepszego. Dość przeciętna.

Fabuła: 1,5/5
Bohaterowie: 0,5/5
Grafika: 4/5
Muzyka: 2,5/5
Ocena ogólna: 2/5

Ocena końcowa: 4,2/10
A Wy co sądzicie o "Bungou Stray Dogs"?


PS: Dostałam się na studia :) Krajoznawstwo i turystyka historyczna. Nie jest to moje początkowe zamierzenie, czyli nie Turystyka Międzynarodowa (bo nie było nigdzie blisko, a wyjeżdżać mi się nie uśmiecha), ale jestem ciekawa jak to się dalej potoczy. Przez pewien czas zastanawiałam się nad pójściem w stronę typowo filmowych kierunków, po których mogłabym profesjonalnie zająć się krytyką i recenzjami (w końcu lubię to robić, więc czemu nie) albo pracować przy produkcji filmów (mam głowę pełną pomysłów), ale ostatecznie zrezygnowałam. Tak czy inaczej, powoli zbliżam się do bycia pełnoprawną, świeżo upieczoną studentką :) 

Pozdrawiam
Kusonoki Akane

12 komentarzy:

  1. Kiedy doszłam do momenty zanikających twarzy, to momentalnie pomyślałam o Bokura ga ita XD. Fakt faktem, że tam znikały twarze postaci pierwszoplanowych, więc w tym anime na pewno nie ma aż tak źle :D.
    Gratuluję przyjęcia na studia ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj wystarczyło tylko odrobinę oddalony plan i już twarzy nie było, a biorąc jeszcze pod uwagę, w którym roku "Bokura ga Ita" wyszło, "Bungou Stray Dogs" nie ma się wcale czym chwalić ;p
      Dziękuję :)

      Usuń
  2. Gratuluję dostania się na studia :D Jaką uczelnię wybrałaś?
    Jeny, ale dziwne anime XD Raczej nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję studiów C: A co do animca, to chyba go obejrzę, bo mam wrażenie, że taki irytujący typ humoru może mi się spodobać, aczkolwiek nie wiem, zobaczy się :)
    solidscript.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Anime samo w sobie nie ma wcale takiej złej oceny, wręcz przeciwnie, na MALu ma powyżej 8. Po prostu mnie nie podeszło i spodziewałam się czegoś innego/lepszego :)

      Usuń
  4. Gratulacje z okazji dostania się na studia!

    Ja sobie Bungou bardzo cenie przede wszystkim za wszystkie nawiązania i cytaty z japońskich autorów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      A faktycznie! Nie jestem znawcą, ale coś tam się pojawiało, szkoda tylko, że jak dla mnie zginęły na tle tych wszystkich minusów, które dostrzegłam :(

      Usuń
  5. Chyba miałam mniejsze wymagania, bo mi się całkiem podobało. Fakt, bohaterowie nie wykazali się oryginalnością, jednak dość dobrze bawiłam się przy tej serii. GRANRODEO za bardzo kojarzy mi się z Kuroko, za to ending uwielbiam. Poza tym podobają mi się te nawiązania do literatury, a więc imiona zapożyczone od znanych autorów (nawet jeśli samodzielnie udało mi się wyłapać jedynie kilka z nich). Na pewno obejrzę kolejny sezon. ;)
    Gratulacje przyjęcia na studia. :) Też jestem już zapisana, na japonistykę, ale chyba wciąż nie do końca to do mnie dociera... ^^''

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na pewno zerknę na drugi sezon, ale nie wiem jeszcze jak z jej kontynuowaniem :)
      Dziękuję! Sama się kiedyś zastanawiałam nad japonistyką, ale zrezygnowałam dla turystyki. Tak czy inaczej, również gratuluję!

      Usuń
  6. To mi przypomina zamierzenia mojego brata :D Sam chciał iść na coś związanego z filmami, by potem zostać właśnie krytykiem. Poszedł jednak na turystykę i rekreację, a teraz pracuje jako.. konduktor w pociągach :D :D :D A jeśli chodzi o dalsze wyjazdy na studia, ja jestem akurat ich kompletną zwolenniczką (:
    Gratuluję dostania się na studia (:
    A anime, nah, podziękuję :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Mogę sobie przybić piąteczkę z Twoim bratem, haha :D Nie byłoby większej tragedii, gdybym musiała wyjechać, ale znając mnie, szybko zaczęłabym tęsknić za domem...

      Usuń