2016-08-28

095. "Koutetsujou no Kabaneri", czyli wiosennego podsumowania cz.VIII

"Koutetsujou no Kabaneri"

Data premiery: 07.04.2016
Czas trwania: 12 x ok. 23 min
Gatunek: Akcja, Fantasy, Horror
Studio: Wit Studio
Bazuje na: Original

~Opis fabuły~
W świecie nękanym przez krwiożercze potwory zwane Kabane, ludzkość zamieszkuje stacje kolejowe, chroniąc się w nich przed niebezpieczeństwem. Pomiędzy poszczególnymi stacjami podróżują za pomocą parowych lokomotyw, które opuszczając schronienie, atakowane są przez te wygłodniałe bestie. W jednej ze nich mieszka Ikoma, młody chłopak, który w tajemnicy przed wszystkimi opracowuje broń zdolną zabić Kabane, a szansa do wypróbowania swojego wynalazku nadarza się, kiedy pewnej nocy Kabane przedostają się do środka...



~Recenzja~
Ludzkość żyjąca w zamkniętej przestrzeni w ramach ochrony przed panującym na zewnątrz niebezpieczeństwem, którego niespodziewany atak wprowadza chaos i śmierć wielu jednostek... Brzmi znajomo? Tak jak "Boku no Hero Academia" (>>recenzja<<) przypominało swoją tematyką "One Punch Man'a", tak "Koutetsujou no Kabaneri, o którym dzisiaj Wam nieco opowiem, aż do złudzenia upodabniało się do innej, acz niezwykle popularnej produkcji od Wit Studio - "Shingeki no Kyojin". Wioski za murami zamieniono stacjami, sprzęt do trójwymiarowego manewru strzelbami parowymi, zamiast tytanów pojawiły się Kabane, a na miejsce Erena Jeagera wstąpił Ikoma. Mimo to pomysł zdawał się być wciąż ten sam, a na domiar wszystkiego w obsadzie również pojawiały się liczne podobieństwa. Mimo to "Koutetsujou no Kabaneri" ciekawiło i choćby owa ciekawość miała wywodzić się tylko z chęci porównania obu tych tytułów, dla mnie przede wszystkim była to szansa na kolejny dobry seans - "Shingeki no Kyojin" bowiem bardzo mi się podobało (o czym będziecie mogli przeczytać już wkrótce) i ze zniecierpliwieniem czekałam na możliwość zrecenzowania jego doppelgangera ;) Tak więc przejdźmy do rzeczy, o ile pozwolicie, bo dłużej już chyba nie wytrzymam! 


Pierwszy odcinek oglądałam z oczami jak pięciozłotówki, chłonąc szybko rozgrywającą się akcję niczym gąbka. Uwielbiam fantasy, a pomysł stacji kolejowych i lokomotyw dodawał serii oryginalności, nawet jeśli trudno było wystrzegać się ciągłego porównywania jej do swojego poprzednika. W tym momencie naprawdę żałuję, że nie zdecydowałam się jeszcze opublikować recenzji "Shingeki no Kyojin" (jest ona bowiem napisana już od... ponad roku chyba, ale mam pewien plan, w związku z którym post ukaże się dopiero za jakiś czas), ale mus to mus - poradzimy sobie i bez tego, poza tym wierzę, że większość z Was na pewne owy tytuł zna i kojarzy ;) Tak więc kwestie fabularne zostawmy na później, a zajmijmy się bohaterami. Tutaj jest nim Ikoma, zdecydowany i odważny chłopczyna, na co dzień pracujący przy konserwacji lokomotyw razem ze swoim przyjacielem Takumim (seiyuu: Kaji Yuki - zwątpiłabym gdyby zamiast Hatanaki Tasuku to on zajął się podkładaniem głosu Ikomie, w końcu zajmował się głównym bohaterem w SnK, ale mimo wszystko im więcej Kaji'ego tym lepiej :)). Z pewnych dla siebie powodów chce on zniszczyć Kabane, co też skutkuje zbudowaniem nowej broni, dzięki której będzie w stanie przebić twarde jak skała serce owych bestii. Jest zdeterminowany, a sukces tego wynalazku stanowi jego priorytet, problem w tym, że nie licząc Takumiego, nie posiada przy sobie żadnego wsparcia. Nie jest on zbyt lubiany, a jego temperament w końcu sprowadza na niego kłopoty. Zarówno w SnK jak i KnK główni bohaterowie cechują się pewną samolubnością, bynajmniej nie kierują nimi heroiczne cele wyzwolenia ludzkości. Takie zabiegi trzeba cenić, bo nie są one tak oczywiste jak postawy prometejskie, problem jednak w tym, że Ikome naprawdę ciężko było polubić. Jedno muszę mu oddać - nareszcie doczekałam się podejścia "oni mnie odrzucili, to ja im pomogę, żeby do końca życia żałowali tego co zrobili", Ikoma bowiem, został nieopatrznie ugryziony przez pokonanego Kabane i na nic zdawały się tłumaczenia, że udało mu się przemianę zatrzymać (ugryzienie skutkowało transformacją ofiary w Kabane). Nie pozwolono mu wsiąść do tytułowego Kotetsujou (lokomotywy) i pozostawiono na pastwę losu, stąd też przekleństwa chłopaka w stronę wyżej postawionych obywateli. Później jednak niecodzienna postawa Ikomy zaczynała coraz bardziej się zmieniać i irytować. Od początku było wiadomo, ze jest uparty, a dziwnym by było gdyby nie pomagał swoim towarzyszom skoro ma do tego predyspozycje, ale niektóre jego decyzje i irytująca wręcz pewność siebie spłyciły jego osobę i uczyniły kolejną ochotniczą ofiarą w imię głupich obietnic - w skali zagrożenia ludzkości oczywiście. Ikoma rzecz jasna dostał się na Kotetsujou (show must go on),  a to dzięki Mumei (Mumei - Bezimienna), która dotarła do wcześniej zaatakowanej stacji na chwilę przed atakiem. Nie czująca strachu przez Kabane i pewnie stająca przeciw nim do walki, przyczyniła się do uratowania mieszkańców przed śmiercią. Od początku ze spokojem ustawała w przekonaniu, że Ikoma nie jest Kabane, pomimo licznych oskarżeń strażników. W końcu udowodniła swoja tezę, wyciągając swoją własną tożsamość na światło dzienne, ona bowiem jak i Ikoma (za sprawą zatrzymania przemiany) reprezentowali pół-ludzi pół-Kabane - Kabaneri. Choć sami dowiadujemy się tego w bodajże drugim czy trzecim odcinku, nie był to wielki spoiler z mojej strony, gdyż tak jak z Mumei od początku było wiadome, że jest nieco inna, autorzy sami (nie)inteligentnie zaspoilerowali nowy stan Ikomy... w openingu. Ręce mi opadły, kiedy to usłyszałam, ale trudno - gdybym wcześniej wiedziała, ominęłabym ten fragment szerokim łukiem. Tak czy inaczej historię tajemniczej Mumei dane będzie widzowi poznać wraz z dalszym tokiem fabuły, a z nią z kolei łączyć się będzie kolejna postać serii, niejaki Biba, który na scenę wkroczy dopiero bliżej końca anime. Sama natomiast chciałabym bardzo pochwalić postaci drugoplanowe, z odważną księżniczką Ayame, pewnie przewodzącą załogą Kotetsujou pod nieobecność ojca, i jej wiernym podwładnym Kurusu na czele. Ayame bardzo mile zaskoczyła mnie swoim charakterem, bo okazała się o wiele bardziej czynną i myślącą bohaterką, niż można było się tego z początku spodziewać. W odróżnieniu natomiast od irytującego duetu Ikomy i Mumei, osoby takie jak Kajika, Sukari, Takumi czy Yukina, bardzo łatwo było polubić, nawet pomimo ich dość typowych charakterów. I w końcu wyszło na to, że takie "zwyczajne" postaci wypadły lepiej niż główni bohaterowie, wykazujący co prawda odrobinę oryginalnych cech czy zachowań, ale tracących je wraz z kolejnymi odcinkami. Nic dziwnego więc, że pod tytułem pojawiały się komentarze mówiące o tym, jak to "Koutetsujou no Kabaneri" robiło wrażenie tylko do pewnego momentu...


Pomimo bardzo podobnych podstaw i kilku podobieństw zauważalnych u bohaterów, KnK całkiem wybroniło się nie tylko drobnymi szczegółami takimi jak przemiana w Kabane czy fakt, że przedostały się one do stacji także za sprawą głupoty mieszkańców, a nie własnego podstępu, ale ogólnie innym tokiem fabuły. Wyobraźcie sobie, że Shingeki no Kyojin w połowie traktowało nie o treningu młodych ochotników, a samej podróży za głębiej znajdujący się mur. "Koutetsujou no Kabaneri" skupiło się właśnie na czymś podobnym - wyprawie Koutetsujou do stacji Koungoukaku. Oczywiście nie oznacza to jedynie ciągłego oglądania jadącej lokomotywy, raz co raz pozbywającej się atakujących ją potworów. Miałam szczerą nadzieję, że akcja nie ograniczy się tylko do takiej fabuły, więc i ja z ulgą odetchnęłam, kiedy podróży towarzyszyły liczne wydarzenia i przerwy. Do samej akcji naprawdę nie mam większych zastrzeżeń - podobała mi się, z ciekawością oczekiwałam kolejnych odcinków i nie nudziłam się na żadnym z nich. Trochę walki, trochę intryg, trochę tajemnic... Myślę, że fabuła wypadła naprawdę nieźle, trzymała swój poziom mniej więcej cały czas, choć moim zdaniem daleko jej do sukcesu SnK i chyba nie trudno w to uwierzyć, skoro rozłożona była tylko na 12 odcinków. Ku mojemu niezadowoleniu, bo liczyłam na jakieś 24 :( I tak jak sam pomysł pozostawał naprawdę oryginalny, a akcja potrafiła zainteresować, być może nawet nieco zaskoczyć (ale bez większych ekscesów), tak według mnie problem tkwił w głównych bohaterach. Wątek Ikomy i Mumei spłycił serię, oddalając ją od motywu przetrwania. Nagle dużo ważniejsza stała się relacja dwóch Kabaneri, którą pojawienie się Biby jeszcze bardziej podkreśliło. Nie twierdzę, że twórcy mogliby kompletnie z tego zrezygnować, ale przywiązanie Ikomy do dziewczyny było odrobinę zbyt duże, a przez to, koniec nieco przedramatyzowany. No właśnie, zakończenie. Mam mieszane uczucia. Z jednej strony, Biba pokazał się z trochę lepszej strony, z drugiej było to tak naciągane, że szkoda gadać. Znacie to powiedzenie? Jeśli powiedziałeś A, powiedz też i B? Rozumiem, że drugiego sezonu pewnie nie będzie i trzeba było zakończyć wszystko ładnie i szczęśliwie, ale bądźmy konsekwentni. Wytłumaczenie twórców ani trochę do mnie nie trafiło, zresztą nic też nie wyjaśniło, pozostawiło tylko domysły. Najsłabszy punkt fabularny, reszta nie dała mi większych powodów do narzekania.


Wit Studio zaprezentowało w "Koutetsujou no Kabaneri" grafikę bardzo nietypową, przynajmniej na obecne czasy, gdyż kreska dawała wrażenie starej, do złudzenia przypominającej jakieś starsze filmy animowane (swoją drogą mógłby wyjść z tego dobry film i... wyjdzie. "Koutetsujou no Kabaneri" oficjalnie zapowiedziało dwa filmy na koniec grudnia i początek stycznia, łączące fabułę serii TV). Przyznam się Wam, że z początku nie potrafiłam spojrzeć na nią przychylnym okiem - kompletnie mi się nie podobała, była brzydka i pomimo kilku wyjątków i animacji, niedopracowana. No ale znając mnie musiałam sobie zrobić w oglądaniu zaległości ;) Co to ma do rzeczy? A to, że dopiero kiedy ponownie przysiadłam do KnK po dobrych kilku tygodniach, coś mnie trafiło. Totalna odmiana - nagle nie potrafiłam się na grafikę serii napatrzeć. Śliczna. Może dopracowania wciąż jej nieco brakuje, ale tła, zbliżenia i wciąż świetne animacje sprawiły, że zaczęłam wątpić w siebie z tamtych dni. Co do tych animacji to bliżej końca zaczynały wyraźnie podupadać, potrafię sobie również wyobrazić, że oryginalność kreski nie wszystkim przypadnie do gustu. Myślę, że przede wszystkim trzeba doceniać styl "starego anime", bo charakter naprawdę dawał złudzenie powrotu do lat wcześniejszych. No i pod względem graficznym KnK zupełnie ni przypomina "Shingeki no Kyojin" ;) Przejdźmy więc do soundtracku. Teraz za pewne większość z Was już wie, co będę Wam miała do powiedzenia w tych kwesiach... Mój mistrz Sawano daje próbki swoich możliwości co średnio dwa sezony. Tym razem padło na "Koutetsujou no Kabaneri" i znowu mogłam zachwycać się starymi, dobrymi melodiami jego autorstwa :) Ten sam styl, duża ilość tzw. insert song'ów i świetne wrażenia z oglądania. Jedyne co można Sawano Hiroyukiemu wypomnieć to to, że jego prace są do siebie bardzo podobne, ale z drugiej strony za każdym razem nie mogę się nadziwić ich świetności. One po prostu doskonale wtapiają się w oglądane sceny. Jak zwykle jestem zadowolona! Opening, z wcześniej już wspomnianym karygodnym spoilerem, wykonywany był przez, wierzę że również doskonale znany, zespół EGOIST. Wokalistka, chelly, wielokrotnie już użyczała swojego głosu przy produkcji anime, tym razem zaśpiewała naprawdę świetny kawałek "KABANERI OF THE IRON FORTRESS". Też taki trochę nietypowy i bardzo ciężko jest mi stwierdzić, czy to on, czy ending - "ninelie" wykonywany w kolaboracji Aimer i chelly - podobał mi się bardziej. Raz czy dwa w roli piosenki końcowej usłyszeć mogliśmy również "Through My Blood" od Aimer o dużo mocniejszym brzmieniu. 


~Podsumowanie~
"Koutetsujou no Kabaneri" na pewno było dla mnie jednym z ciekawszych tytułów tego sezonu i nawet pomimo tych kilku minusów, o których wspomniałam w dzisiejszej recenzji, nie czuję się zawiedziona. Seria w około 70-80% wybroniła się ze swoich podobieństw do "Shingeki no Kyojin". To sporo, biorąc pod uwagę, jak wielką kopią zdawało się być na początku Co prawda wciąż dużo jej brakuje do swojego poprzednika sprzed trzech lat, ale mnie się naprawdę podobało :) Być może nie byłam aż tak wymagająca? Nie potrafię powiedzieć, jak to się okaże z tymi, którym SnK do gustu nie przypadło, ale polecam sprawdzić i zobaczyć. Czy jest to must-watch? Dla tych, którzy zaliczają co ważniejsze i popularniejsze serie na pewno, jednak nieobejrzenie "Koutetsujou no Kabaneri" powinno zostać spokojnie wybaczone tym, którzy nie przywiązują większej wagi do owych szczegółów :) Myślę, że lepiej najpierw zaznajomić się z "Shingeki no Kyojin" ;) Ach, no i mam nadzieję, że nikt nie złapie się na ten horror w spisie gatunkowym? Tutaj odnosi się on tylko do Kabane, a sama seria ani trochę straszna nie jest. Plus czy minus oceńcie sami, ja tym czasem już się z Wami na dzisiaj żegnam :) Do zobaczenia!

Fabuła: 3,5/5
Bohaterowie: 2/5
Grafika: 4/5
Muzyka: 5/5
Ocena ogólna: 3,5/5

Ocena końcowa: 7,2/10
A Wy co sądzicie o "Koutetsujou no Kabaneri"? 


PS: Ponawiam prośbę odnośnie składania w komentarzu propozycji na posta specjalnego z okazji 100-u recenzji :)

Pozdrawiam
Kusonoki Akane

8 komentarzy:

  1. Oglądałam to anime i bardzo mi się podobało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ufff a już myślałam, że tylko mnie się podobało haha! Tak jak to było z "Gangsta." ;)

      Usuń
  2. Ostatnio ten motyw z zamknięciem ludzkości przed światem jest mi jakoś oklepany, zarówno w świecie m&a jak i chociażby serialach (tak na przykład Wayward Pines). Mam przesyt :< Aczkolwiek zapiszę sobie, jak nie teraz to może później obejrzę (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że tak! Jak wolisz oglądać filmy (ciekawe jak wyjdą btw..) to pamiętaj, że niedługo się pojawią ;)

      Usuń
  3. Miałam okazję zobaczyć to anime i bardzo mi się spodobało tylko uważam, że końcówka była kiepska. Biba jak na "wielkiego bosa" za szybko odpadł. Za Ikomą nie przepadałam za bardzo ale jeśli chodzi o Mumei to uważam, że można czuć do jej postaci sympatię. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakończenie nie było najlepsze, zgadzam się :( Mogli to zrobić znacznie lepiej!

      Usuń
  4. Hm, zastanowię się nad obejrzeniem. :D Tematyka ostatnio oklepana, ale, bądźmy szczerzy, coś w sobie ma.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A'la post-apokaliptyczny świat zawsze da radę ;P

      Usuń