2017-04-06

0131. Sezonowych Pozostałości 2016 cz.I - Kono Subarashii Sekai ni Shukufuku wo!

Kono Subarashii Sekai ni Shukufuku wo!

Data premiery: 13.01.16
Czas trwania: 10 x ok. 24 min
Gatunek: Przygodowe, Komedia, Fantasy
Studio: Studio Deen
Bazuje na: Light Novelka

~Opis fabuły~
Zginąwszy żałosną śmiercią, Satou Kazuma, który większą część swojego nastoletniego życia przeżył z dala od ludzi zamknięty w domu, budzi się martwy w obecności pięknej, ale aroganckiej bogini Aqua. Daje mu ona wybór: pójście do Nieba, albo odrodzenie się i rozpoczęcie życia od nowa na Ziemi. Istnieje jednak jeszcze jedna opcja. W równoległym świecie atakowanym przez przerażającego Króla Demonów, potrzebny jest bohater, który uratuje ludzkość przed zagładą. Zdecydowawszy się na wariant trzeci, Kazuma dostaje możliwość wybrania sobie jednej mocy lub przedmiotu, do zabrania ze sobą w podróż. Jego wyborem jest Aqua i w ten sposób, beznadziejna oraz trudna przygoda tej dwójki w nieznanym świecie się zaczyna...


~Recenzja~
Witam wszystkich w kolejnych Sezonowych Pozostałościach! Tym razem znacznie wcześniej, ale i z większym przemyśleniem, żeby przez oglądanie pozostałych produkcji na łeb na szyję nie popaść w ogromne zaległości, które jak może pamiętacie, były nie kilkoma seriami, a całym sezonem! Na samą myśl o tym mam ciarki na plecach, ale mam nadzieję, że tym razem mi się uda :) Tym czasem dzisiaj mam dla Was recenzję jedynego anime z poprzedniej Zimy 2015/2016, które sobie na ten czas zaplanowałam - Kono Subarashii Sekai ni Shukufuku wo!. Jeśli zapoznaliście się z tegorocznymi zimowymi zapowiedziami (>>tutaj<<), doskonale wiedzieliście, że prędzej czy później owy post się pojawi, bo przecież planowana wówczas emisja kontynuacji przygód Kazumy i jego towarzyszek w równoległym świecie została dopisana przeze mnie do mojej listy i specjalnie dla tego wykorzystałam odrobinę wolnego czasu na zaznajomienie się z KonoSuba przed jej rozpoczęciem. No a skoro tak się stało, dobrze wiecie też, że dzisiejsza recenzja będzie w dużej mierze pozytywna, bo w innym razie po co miałabym zabierać się za sequel? ;) Jeśli jesteście ciekawi, co takiego przekonało mnie do tego tytułu, zapraszam do dalszego czytania :)


Jak na kogoś, komu powiedziano, że ma wysoki poziom inteligencji i SZCZĘŚCIA, nasz główny bohater, Satou Kazuma wcale nie wygląda jakby dobra passa mu sprzyjała. Po pierwsze: umiera po wyjściu z domu pierwszy raz od dłuższego czasu, chcąc uratować dziewczynę przed potrąceniem przez ciężarówkę. Brzmi dość heroicznie, prawda? Otóż w rzeczywistości zbliżającym się zagrożeniem był traktor, który nawet Kazumy nie przejechał, jednak błędnie oceniając sytuację, ten dostał zawału i po prostu kopnął w kalendarz. Po drugie: w pośmiertnym świecie wita go piękna, ale do bólu arogancka, irytująca i zadufana w sobie bogini Aqua, wcale nie starająca się udawać, że śmierć chłopaka nie była tak żenująca, za to śmiejąca mu się twarz, jakby jego "życie" nie było już wystarczająco spaprane. W tym miejscu trzeba mu jednak pogratulować sprytu i jakże okrutnego sposobu na zemstę! Właśnie z tego powodu Kazuma postanowił wziąć ze sobą do świata równoległego Aquę i cieszyć się na widok jej zrujnowanego w jednej sekundzie boskiego istnienia ;) Szkoda tylko, że jak na boginię okazuje się być ona totalnie bezużyteczna, bo pomimo dużej siły i innych tego typu statystyk, w przeciwieństwie do naszego głównego bohatera, nie posiada ona chyba ani krzty inteligencji czy szczęścia... Jakby tego było mało, świat równoległy wcale nie wygląda tak, jak mógł sobie przez doświadczenie z różnych gier wyobrażać. Wcale, a wcale! Satou Kazuma nie skrywał w sobie nadzwyczajnych zdolności, w dodatku aby zapewnić sobie jakieś miejsce do spania, jedzenie czy środki do życia, musiał on harować jak zwykły robotnik, a nie poszukiwacz przygód. Jak żyć? Jedynym sposobem na wyjście z beznadziejnego stanu jest przyłączenie do ich skromnej drużyny jakichś nowych członków. Jakby głupia Aqua nie była jedynym jego problemem, sprowadził sobie aż dwa kolejne - arcymaga Megumin, która pomimo potężnej magii eksplozji, pada jak mucha po jednorazowym jej użyciu oraz krzyżowca Darkness, okazującą się niezdarną i zboczoną masochistką, nie potrafiącą nawet trafić swoim mieczem we wroga. Jest ciężko, moi drodzy, jednak jakoś udaje się tej czwórce przeżywać każdy dzień i wyrobić sobie pewną renomę w okolicy. To co jest takie przyciągające w Kono Subarashii Sekai ni Shukufuku wo! to nie wcale głupawa fabuła, do której za chwilę przejdę, ale właśnie bohaterowie, którzy na samą myśl o nich wywołują na mojej twarzy szczery uśmiech. Aż dziw, że trzy główne protagonistki nie działały mi na nerwy swoim zachowaniem na granicy śmiać się czy płakać, ale chyba cała zasługa tego leży w tym, iż to wcale nie my mamy tutaj najgorzej. Narzekania Kazumy i ciche pragnienie rzucenia ich wszystkich w cholerę czy też przyłomotania w ich puste łby jakimś ciężkim przedmiotem sprawiły, że naprawdę nie pozostało mi nic innego jak zapomnieć o irytacji i przez łzy dziwić się, co też nowego ta święta trójca głupolów znowu wyczynia. Kazuma trzyma je jakoś w ryzach i naprawdę nie chcę wiedzieć co stałoby się z tym tytułem, gdyby nie on ;) Swoją drogą muszę pochwalić twórców za to, jak barwne i wyjątkowe postaci nam tutaj zaproponowali! Wbrew temu co mogłoby się wydawać, zostali oni od początku do końca przygotowani tak, by zaskakiwać, łamać standardy i stereotypy oraz przede wszystkim bawić na pozór żałosnym, ale niezwykle efektownym humorem.


Kono Subarashii Sekai ni Shukufuku wo! mogłoby spokojnie dążyć do tego, by w spisie gatunkowym obok komedii znalazła się również parodia. Swoją drogą aż dziwne, że faktycznie w tym kierunku nie poszło, skoro i tak już dość dosadnie wyśmiewa ono pojawiające się dotychczas anime o równoległym świecie z motywem "gry w prawdziwym życiu". Odważny i gotowy do pomocy każdemu bohater, zastąpiony pechowym i wcale nie tak hojnym Kazumą? Zepsuta do cna, samolubna i egoistyczna Aqua zamiast niezawodnej bogini o dobrym sercu i pięknej osobowości? Blond kobieta-rycerz o przerażającej sile zamieniona na bezużyteczną, w dodatku przepełnioną dziwnymi fetyszami Darkness? No i silna, ale totalnie nieefektowna na dłuższą metę Megumin w roli uroczej i niebezpiecznej zarazem czarodziejki? I to nie tylko bohaterowie, bo fabuła również pokazuje odwróconą wersję przygód pewnej drużyny w fantastycznym świecie. Co tu dużo mówić - uśmiałam się jak głupia! KonoSuba jest anime, które nawet nie próbuje być poważne i na siłę przekonywać widza, że oto na naszych oczach rozgrywa się nowy rywal mega popularnego SAO. Byle by było śmiesznie, sympatycznie i przyjemnie! Seria potrafi zadziwić swoją wyobraźnią i zaskoczyć jakimś zwrotem akcji, jednak wciąż nie trudno zauważyć w niej parę podstawowych schematów, oczywiście wyśmianych w stylu KonoSuby ;) Pojawiło się w nim też trochę ecchi, typowe, ale ilość naprawdę do zniesienia w dodatku nie było ono nie wiadomo jak nachalne. No może poza odcinkiem dziewiątym, gdzie poziom erotyki naprawdę mnie zaskoczył jak na anime jedynie od lat 13-stu, ale nie od dzisiaj wiemy, że Japończycy wszystko znoszą trochę inaczej ;)


Pamiętam, że mocno skrytykowałam grafikę KonoSuba w momencie sprawdzania zapowiedzi, jednak nic nie poradzę na to, że projektem postaci Studio Deen się pochwalić nie może. Całkiem biedny i momentami naprawdę wołający o pomstę do nieba w dopracowaniu. Był to jednak jedyny taki element, bo reszta wyszła naprawdę ok. Tła bywały lepsze i gorsze, jednak potrafiły zaskoczyć podczas swoich najlepszych momentów. Mile zaskoczyły mnie animacje i efekty specjalne, które nie pozostały na przeciętnym poziomie i wykazały się miłym dla oka wykonaniem. Nie ma wątpliwości co do tego, ze nie była to najlepsza oprawa graficzna w sezonie, ale co pocieszające, nie była ona też najgorsza ;) KonoSuba jest anime pełnym niespodzianek, bo nie dość, że okazało się anime więcej niż znośnym, posiada naprawdę dobry soundtrack. Aż jestem pod wrażeniem! Może nie jest to poziom najwyższy, ale idealnie oddał on charakter serii (poważnie - przesłuchajcie soundtrack od razu będziecie wiedzieli z czym macie do czynienia ;)), ładnie podkreślał rozgrywane sceny i dodawał im smaczku. Naprawdę nie trudno w nim o miłe dla ucha melodie ;) Opening ("fantastic dreamer" - Machico) dość typowy dla tego typu produkcji, więc i moja reakcja na niego była dość typowa. Mnie jednak naprawdę spodobał się ending - "Chiisana Boukensha" - w wykonaniu naszych głównych bohaterek: Aquy (Amamiya Sora), Megumin (Takahashi Rie) oraz Darkness (Kayano Ai). Bardzo miła i sympatyczna pioseneczka, która szybciutko trafiła do mojej playlisty!


~Podsumowanie~
O Kono Subarashii Sekai ni Shukufuku wo! naprawdę nie trzeba pisać dużo. Zabawne, lekkie i sympatyczne - oto co najważniejsze :) Szczerze nie sądziłam, że będzie tak dobrze, a tu proszę! Przyzwyczajona do masy podobnych produkcji dostałam coś, co podeszło do tematu z jajem i bez parcia, a przynajmniej tak dosadnego, na bycie godnym nazwania następcą SAO. Swoją drogą do czego tutaj dążyć? Do anime, które jest mega popularne, ale i mega faworyzowane bez powodu? Jeśli jesteście zmęczeni ciągłymi standardami naprawdę polecam Wam zabrać się za KonoSuba. Może głupie, ale wiedzcie, że mam naprawdę cienką granicę między pojęciami śmieszne/żałosne, więc aż szok, że tym razem się udało :) Winszuję!

Fabuła: 3,5/5
Bohaterowie: 5/5
Grafika: 2,5/5
Muzyka: 4,5/5
Ocena ogólna: 4,5/5

Ocena końcowa: 8/10

14. Divine Gate (2,3/10p)
13. Nijiiro Days (4,2/10p)
10. Bubuki Buranki (5,6/10p)
8. Hai to Gensou no Grimgar (7,2/10p)
7. Ajin (7,4/10p)
5. Kono Subarashii Sekai ni Shukufuku wo! (8/10p)
4. Dimension W (8,2/10p)
2. Boku dake ga Inai Machi (9,3/10p)

A Wy co sądzicie o Kono Subarashii Sekai ni Shukufuku wo!?


Pozdrawiam
Kusonoki Akane

4 komentarze:

  1. Mam tę serię na mojej długaśnej liście "do obejrzenia". Te "poważne" serie o tematyce świata gry (SAO, Re:zero), jakoś szczególnie mnie nie ujęły, a mam ochotę na taką tematykę. Może nieco luźniejsze podejście, z jajem, zdecydowanie bardziej przypadnie mi do gustu. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznam, że jakoś nie ciągnęło mnie wcale do tej serii, ale po Twojej recenzji jestem do niej o wiele pozytywniej nastawiona, więc może kiedyś... ;)

    OdpowiedzUsuń